Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 128 878 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Magiczne Moce

Częsc druga - Ostatnie życzenie ( i ) Epilog

sobota, 25 lutego 2012 12:06

Wzięłam do rąk księgę czarów z nadzieją że coś znajdę, nie myliłam się, na jednej z najmniej zniszczonych stron były przepisy na eliksiry. Jeden był na pozbycie się mocy. To moje ostatnie życzenie. Pomyślałam. Cody jeszcze ma moc więc on pomoże. Przeczytałam ze każdy kto ma moc jest nieśmiertelny chyba że ktoś go zabiję lub odda moc. Poszłam z tym do Cody’ego. Pokazałam mu to a na jego twarzy zobaczyłam jego słodki uśmieszek.

- love forever. – Usłyszałam jak mruknął pod nosem. Popatrzyłam się na Cody’ego a Cody na mnie uśmiechnęliśmy się. Od już dłuższego czasu nie byliśmy tak blisko. Już tak brakuje mi jego pocałunków. Zaczęłam się zbliżać i spadłam z łóżka, Cody śmiał się i poleciał bez kontroli zaliczając sufit . Teraz to ja nie mogłam się opanować śmiechu bo on wisiał w powietrzu i masował sobie głowę. Już spoważniałam książkę i zaczęłam rozmyślać nad słowami Cody’ego, no wiecie, love forever. Ale mógł mieć na myśli też Claudie. Posmutniałam. Gwiazdroek powoli podszedł do mnie i przytulił mnie. Ja wypłakiwałam się w jego ramię. Jego ręka zaczęła gładzic moje włosy. Robił to tak delikatnie, kiedy on mnie dotykał czułam w sobie ciepło, nawet nie, z chwili na chwile przeradzało w ogień pożądania. Wbrew swojej woli pchnęłam Codsa na łóżko. To ja górowałam i w dodatku tak trzymałam jego ręce ze by nie mógł się ruszyć. W jego oczach malował się strach ale i radość… Delikatnie musnęłam jego usta. Po chwili chciałam więcej i przemieniło się. To w pocałunek. On zawsze całował tak odważnie a dzisiaj tak nieśmiało i delikatnie. Nie myślałam ze kiedy kolwiek pocałunek będzie mógł mnie zranić, ale ten wyjątkowo zranił. Powoli zeszłam z Cody’ego a on się podniósł i chciał coś powiedzieć lecz ja takim szybkim krokiem wyszłam z pokoju i trzasnęłam drzwiami. Jak zwykle jestem idiotką, nic nie potrafię, teraz się muszę skupić na zrobieniu eliksiru. O kurwa! Książka została w pokoju pana gwiazdy. I jak ja ją teraz odzyskam. Wstydzę mu się pokazać na oczy. Usłyszałam kroki na korytarzu a potem trzask drzwi na dole. Wyjrzałam delikatnie i wyszłam z pokoju. Potem przez dziurkę od klucza, Cody’ego nie było więc weszłam i wzięłam moją zgubę. Przytuliłam się do niej i wyszłam. Wygodnie usiadłam na łóżku i zbierałam informacje i odpowiednie dawki wszystkiego. Pierwszym  składnikiem było dna 2 osób posiadających moc. Ja jebełe! Muszę zdobyć dna Cody’ego. Zrobiłam kolację i go zawołałam. Go. Nasmażyłam chyba z milion naleśników. Cody zjadł 6 i pół. Bardzo dobrze odkroiłam kawałek nadgryzionego naleśnika i wyrwałam swojego włosa. Drugim składnikiem było. I tak minął miesiąc. Skompletowałam wszystkie składniki. Wyparzałam te wszystkie zioła potem dodawałam wszystko po kolei. Wypiłam jedna dawkę, nie 2 bo bym umarła. Nic, moc mnie nie opuściła ponieważ nie odleciała odemnie świecąca kula. Smutna wyszłam na ławkę przed dom. Siedział tam Cody. Powoli podeszłam i siedzieliśmy tam milcząc. Chwilę ruszałam nogami i chciałam już wstać ale jednak nie wrócić do domu. Stała tam Claudia. Widzę ze szykowała jakieś zaklęcie. Rzuciłam czar kuli ognia i ją trafiłam. Formułowałam jeszcze jakiś inny czar, który zabija. Rzuciłam tą kulę i dostałam tym samym od Claudii…

 

Epilog

 

**Oczami Cody’ego**

 

 

Anna i Claudia Padły. Anna ocaliła cały świat. Łzy zaczęły mi napływać do oczu. Uklękłem nad ciałem Anny i pocałowałem ją. Wiem, jestem głupi, całuje trupa, ale ja kocham tego trupa! Jak ja mogłem jej nie powiedzieć że ja kocham. „ Niebo, nie zabieraj mi jej” brzmi jak tekst piosenki. Zapisałem to na dłoni. Zadzwoniłem do mediów że można powrócić do domu i że już prawie wszystko dobrze – Anna nie żyje. I zawsze jak to przechodziło mi przez myśli płakałem. Po kilku dniach L.A wróciło do normy, ja napisałem piosenkę Angels. To była ostatnia jaką napisałem, była o Annie, porzuciłem karierę i zamknąłem się w sobie.

 

~~~ Pięć lat później ~~~

 

Jestem już 20 latkiem, bez zony, bez dziewczyny, dalej mieszkam z rodzicami. Moja siostra osiągnęła wiele. Stała się najsłynniejszą projektantką mody a ja, ja już jestem nikim. Mało osób już mnie pamięta, media dały spokój lecz wspomnienia zostają. Szłem powoli przez miasto, nikt mi nie zawracał głowy, nie słyszałem – To Cody Simpson!!! Aaaah! Nawet mi trochę tego brakuje. Przechodziłem koło pomnika Anny, zawsze kiedy tam stałem płakałem ale jednocześnie się śmiałem w duchu, że moja ukochana, no jest bohaterką. Poniosłem się emocją i poleciałem do góry. Dla nikogo to już nie jest nic nadzwyczajnego, po tym co się działo dla wszystkich to jest zbyt normalne. Leciałem, czułem wiatr we włosach czułam radość z lotu, zapominałem o wszystkich troskach do momentu kiedy nie otwierałem oczu. Teraz otworzyłem je w złym momencie. Widziałem tą ławkę, te miejsce gdzie Anna umarła, mimo ze mineło 5 lat nadal stoi tam miliony zniczy, kwiatów i innych ozdób. Cała radość mnie opuściła i spadłem na ziemię, wtedy cały świat sobie o mnie przypomniał.

 

* Anna *

 

 

Kurwa! Zajebisty ze mnie anioł stróż, naprawdę. Zamiast nadać sens życiu Cody’ego ja się ukrywałam. I co to dałam, biedak spadł z ponad 100 metrów i się zabił. Przynajmniej wszyscy znowu wiedzą kim był Cody Simpson.

_____________________________

To juz koniec :/ No niestety. Ale nie martwcie

się, mam juz nowy pomysł xDD Tu macie

link nowego http://call-the-paramedic.bloog.pl/

Prolog dodam jeszcze dzisiaj :P


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Częśc 2- To nie jest tak jak myślisz

czwartek, 23 lutego 2012 22:58

Wypakowaliśmy torby i ja pobiegłam w stronę domu. Jestem wredna, jak ja tak mogę wykorzystywać Cody’ego. Żeby się nie przedźwigał. Dobra, i tak mi się nie chce. Weszłam do swojego pokoju i delikatnie zamknęłam drzwi. Na palcach pobiegłam w stronę łóżka i tam się położyłam. Leżałam i rozmyślałam nad wszystkim. Głównie nad tym dlaczego Cody jest dla mnie taki. Podniosłam się leniwie i ruszyłam do lusterka. Poprawiłam odstające kosmyki a mojego strasznie rozmazanego makijażu, cóz nie przejęłam się. Chciałam wrócić na moje i tak już rozwalone łóżko ale wolałam iść na spacer.

   Ruszyłam w stronę parku. Nikogo nie było na ulicy. Niby takie tłoczne L.A a tu żadnej żywej duszy. Ta, ciekawe dlaczego. Szłam powoli, z chwili na chwilę chyba coraz wolniej. Bawiłam się moją sukienką i tak jak nigdy. Teraz poczułam że jestem w 100% sobą. I tak nigdy nikogo nie udawałam ale czułam się tak samo jak wtedy kiedy jeszcze nie miałam mocy. Rozłożyłam ręce i stanęłam naprzeciwko słońca. Promienie świeciły mi prosto w twarz a wiatr powiewał moją sukienkę. Poczułam ze ktoś mnie przytulił w tali. Cody, a kto inny. Obróciłam się a to jednak nie on. Był to jakiś brunet, nawet nie. Miał czarne włosy mimo ze wydawały się brązowe. Odsunęłam się powoli bo naprawdę nie wiedziałam co zrobić.

- Odejdź! Bo użyję moich mocy! – Krzyknęłam i stanęłam w naprawdę dziwnej pozycji.

- Anna, Anna, Anna, czy ty myślisz że gdybym nie był lepszy to bym cię tak podszedł? – Rzekł z ironicznym uśmieszkiem.

- Jaki lepszy? Może i jestem blondynką ale nie jestem naiwna. – Powiedziałam kręcąc do tego głową. Nie słyszałam odpowiedzi z jego strony tylko po chwili poczułam jego usta na moich. Czułam przyjemność z tego pocałunku. Całował tak delikatnie tak jakbym ja była kwiatem którego najmniejszy ruch mógł by uszkodzić. Utonęłam w tym. Czułam się wspaniale dopóki nie usłyszałam szlochu w krzakach. Tak w krzakach, nie przesadzam. Oderwałam się szybko rozumując co się dzieje. Pocałowałam kolesia którego nie kocham. Wytarłam swoje usta rękawem i zajrzałam do środka. Tam siedział skulony Cody.

- Jak ty mogłeś mnie szpiegować ! – Rzuciłam pełna gniewu

- Jak ty mogłaś go całować! – Szybko odparł Cody a ja uciekłam.  Wróciłam do domu, taj czuję się najbezpieczniej. W swoim pokoju cała rozmazana od mojego „Wodoodpornego” tuszu i od tych wszystkich słonych łez. Wtuliłam się w poduszkę i płakałam. Nie miałam na nic siły. Weszłam powoli do kuchni i poszperałam w szafkach. Znalazłam kakao więc je zrobiłam. Postawiłam wodę i patrzyłam jak się gotuje. Wsypałam 5 łyżek kakao bo jest mi xle wiec musi być słodkie. Dosypałam jeszcze 5 łyżeczek cukru bo tak. Zalałam proszek wrzątkiem i zaniosłam do swojego pokoju. Puściłam muzykę i zawinięta kołdrą usiadłam na parapecie. Dłońmi objęłam kubek i zaciągnęłam się parą. Delikatnymi łyczkami popijałam kakao a kiedy się skończyło kubek położyłam na szafce. Zgłodniałam. Podniosłam się i schodząc strąciłam kubek na ziemię i rozbił się na setki kawałeczków. Nie mam ochoty tego sprzątać. Może potem. I bez żadnego wzruszenia poszłam do kuchni. W szafce znalazłam tylko jakieś płatki do mleka więc bez zastanowienia wyciągnęłam i jadłam je prosto z pudełka. Jak by ten kubek był małym pechem. Nie nieprawda. Jeszcze rozsypałam płatki. To teraz jest gorzej. Zresztą nieważne. Dla mnie już nic nie ma sensu. Rzuciłam się niechętnie na łóżko i rozmyślałam nad wszystkim. Nie tylko nademną i nad Codym ale nad tym że te moce rujnują mi Zycie. Jeżeli jest jaki kolwiek sposób żeby się ich pozbyć to ja idę jako pierwsza!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Częśc druga. - zaufaj mi, Okej?

poniedziałek, 20 lutego 2012 13:45

W końcu zabrałam Cody’emu mikrofon i powiedziałam  „No i co z tego że mam moc? Teraz liczy się życie każdego z nas! Musimy wszyscy się ewakuować, bez gadania!” krzyknęłam do tego mikrofonu a wszyscy panicznie zaczęli uciekać w stronę lotniska. Ja z Codym oczywiście spokojnie poszliśmy do domu. Do walizki spakowałam moje ubrania i ogółem jakieś inne potrzebne rzeczy. Z telefonu zadzwoniłam do mojej Ciotki chrzestnej z Polski czy zgodziła by się nas przyjąć. Pakowałam się jeszcze i znalazłam mój aparat fotograficzny i go włączyłam. Było tam wiele fotek moich i Cody’ego. Zaczęłam płakać, ale nie lekko tylko zaczęłam szlochać. Cody był u siebie w pokoju. Stanęłam pod drzwiami. Już chciałam zapukać ale przegryzłam wargę i się powstrzymałam bo coś w środku mi nie pozwoliło. Odeszłam od pokoju powoli a po chwili już biegłam. Wbiegłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami do których przywarłam głęboko oddychając. Skończyłam pakować ostatnie rzeczy do walizki

        Wyszłam z walizką przed dom i czekałam na Cody’ego. Kiedy wychodził wpatrzyłam się w jego bicepsy tak że no wiecie. Anna! Ty wiesz że go kochasz. Po prostu mu to powiedź, jesteś twarda uda ci się.

- Cody Em… - Zaczęłam niepewnie i od razu skończyłam.

- Co chciałaś? – Usłyszałam w jego głosie nadzieje.

- Ym, a gitary nie bierzesz? – Anna idiotko oczywiście nie potrafisz powiedzieć co czujesz!

- Jeszcze jej nie wziąłem. – Powiedział pozbawiony jakich kolwiek uczuć. Te słowa zraniły mnie.

  Samotna łza spłynęła mi po policzku. Podszedł delikatnie wytarł mi ją opuszkiem palca i powiedział swoim anielskim głosem

- Nie płacz. – Powiedział to tak melodyjnie i pocieszająco od razu uśmiechałam się w duchu – Albo jak tam sobie chcesz. – Dodał po chwili znów tym zimnym głosem i odszedł ode mnie. Stałam tam jak idiotka i nie wiedziałam co zrobić. Teraz najchętniej dałabym mu w twarz, albo nie, dala bym sobie za t ze jestem głupia. Chyba nie powstrzymałam tego impulsu i strzeliłam sobie z liścia. Złapałam się za obolały policzek i widziałam jak Cody z ledwością powstrzymuje się od śmiechu.

- Pięknie! – Rzuciłam i poszłam zobaczyć czy na pewno wszystko wzięłam. Po chwili przyjechała limuzyna którą zamówi wcześniej Cody i wpakowaliśmy się do niej. Jak wchodziłam do środka upadła na mnie jedna z walizek i ten ból pozwolił mi zobaczyć tyle :  Byłam w kabinie pilota i coś niechcący nacisnęłam, samolotu nie dało się ewakuować i się rozbiliśmy wszyscy, nawet ja i cody, nasze moce nie pomogły.

   Otworzyłam drzwiczki z drugiej strony i wysiadłam.

- Anna, co ty wyprawiasz! – krzyknął cods aż się wzdrygnęłam

- Ja nie mogę lecieć, zrozum, to dla dobra 250 ludzi – Rzekłam

- O co chodzi, mi możesz powiedzieć – Powiedział niezwykle spokojne.

- Chcesz wiedzieć, serio ? Przezemnie rozbije się cały samolot, nie lecę.

- Jeżeli ty nie lecisz to ja też nie.

______________________________________

Żeby nie yło, ten rozdział miał być nudny xD

No nic, wreszcie mogę pisać. Mam pomysł na

zakończenie tego opowiadania. Powiem tylko że zakończy

sie albo kropką albo wykrzyknikiem xD Ale mam

pomysł na drugie. Pozdrawiam wszystkie Simpsonizer

w Polsce ;**


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

częśc druga - Zabije debila

piątek, 17 lutego 2012 21:37

Łzy ciekły mi po policzkach coraz mocniej. Co ja robię ! Anna! Ty nie płaczesz! Wyciągnęłam z szafy niebieską bejsbolównkę z literą M, nie to nie moje, to bluza Cody’ego. Ścisnęłam ją w dłoniach i przytuliłam się do niej co mnie bardziej zmusiło do płaczu. Po chwili zrozumiałam ze jak o nim myślę to mnie to tylko boli bardziej. Rzuciłam bluzę na łóżko i z szafy wyciągnęłam coś innego. Ruszyłam w stronę łazienki i ubrania położyłam na szafce, a ubrania które miałam na sobie wcześniej położyłam na umywalce. Stanęłam pod prysznicem i wyciągnęłam dłoń przed siebie by sprawdzić temperaturę wody. Woda spływała mi po dłoni ocieplając się z chwili na chwilę. Kiedy woda była wystarczająco ciepła weszłam i strugi wody zaczęły spływać mi po całym ciele. Umyłam włosy truskawkowym szamponem, ślicznie pachnie. Spłukałam włosy i wyszłam z pod prysznica owijając się ręcznikiem. Spojrzałam w lustro i przyglądałam się sobie uważnie. Widzę ze już nie ma żadnego śladu farby na moich włosach. Nie byłam pewna wiec wysuszyłam je suszarką. Tak, znowu mam swoje stare blond włosy, może nie są takie jak kiedyś, może sięgają mi do piersi a nie do pasa lecz nie wyglądam tak źle. Ubrałam się  i popatrzyłam na telefon, jeszcze tylko 2 godziny do koncertu. Zapukałam do pokoju Cody’ego a ten niechętnie zaprosił mnie do środka.

- Cody, zostały dwie godziny do koncertu, szykuj się – Powiedziałam z powaga próbując się nie rozkleić.

- Już idę. – Leniwie wstał i przeciągnął się.

   Wyszedł. Położyłam się na jego łóżku i rozmyślałam. Po jakiejś chwili zaczęłam płakać. Już powstrzymałam szloch i jest trochę lepiej. Cody wszedł do pokoju i wyglądał idealnie. Widział że płaczę już chciał powiedzieć coś lecz przygryzł wargę i na jednej nodze obrócił się w przeciwna stronę. Podszedł do lusterka i jedna dłonią przejechał po włosach układając je w swoja perfekcyjną fryzurę.

- Wyjeżdżamy za godzinę. – Wreszcie przełamałam się i odezwałam.

- Jakoś wolę się przejść. – Rzucił Cody obojętnie i wyszedł z pokoju.

  Podniosłam swoje sadło z łóżka i Wybiegłam z pokoju szukając swojego telefonu. W moim pokoju widziałam przez okno że Cody jest już za zakrętem. Mój telefon leżał na łóżku wiec go wzięłam i zadzwoniłam po tą limuzynę żeby przyjechała wcześniej. Rozłączyłam się i wyszłam przed dom. Kilka razy spojrzałam na zegarek a w końcu pojawiła się limuzyna. Wsiadłam lekko trzaskając drzwiczkami. Jadąc patrzyłam się na wszystko w około i ujrzałam Cody’ego. Poprosiłam szofera by się zatrzymał.

- Wsiadaj – I uśmiechnęłam się w zestawie.

- Mówiłem że chcę się przejść! – Powiedział w nerwach i szybkim krokiem poszedł przed siebie. Jadąc dalej rozmyślałam jak ja mogłam być taka bezmyślna i z nim zerwać. Dotarłam na miejsce i wysiadłam z limuzyny. Zapłaciłam i poszłam za kulisy. Po 15 minutach pojawił się też Cody. Jakoś tak wyszło ze koncert zaczyna się za 30 minut. Pierwsze fanki zaczęły się schodzić a Cody poszedł ćwiczyć głos. Stałam tam jak kompletna idiotka która patrzy się przed siebie.

  ZA 5, 4 , 2, 1 AAAAAAAAAAAA  Słyszałam głośny krzyk fanek które cieszyły się tak mocno jakby zobaczyły właśnie Cody’ego. No w sumie widziały, ale mniejsza z tym. Cody zagrał nową piosenkę So Listen. Po zakończonej piosence powiedział ze to mogła być ostatnia piosenka jaką napisał. Fanki zaczęły między sobą zadawać pytania a Cody je uciszył.

_ Cisza! – Krzyknął podenerwowany – To może być ostatnia piosenka ale nie musi – Powiedział już znaczniej spokojnie. –Otóż widzicie jakie zniszczenia dzieją się tu bez powodu, muszą się wszyscy ewakuować, wszyscy! Wiem ze zabrzmię jak debil ale tutaj atakuje krwiożerczy duch który żywi się ludzkim życiem. – Skończył i wyciągnął mnie za rękę na scenę. Byłam strasznie zdenerwowana i zniknęłam. Stała się niewidzialna na oczach tych wszystkich ludzi. Kiedy zrozumiałam co się dzieje uspokoiłam się i wróciłam do wcześniejszego stanu. Cody zaczął mieć banana na twarzy i uniósł się do góry.  Widziałam zaskoczenie na twarzach tych wszystkich nastolatek i fotoreporterów.

____________________________________

Wiem! Długo nie pisałam. Sorka miałam zepsutego

kompa. Jak komentowałam to z telefonu :/ . Wiec tak

wreszcie macie ten rozdział i mam fajny pomysł.

Tutaj napiszę jeszcze ok 10 rozdziałów i nowe

opowiadanie o Codym. Mam juz nawet pomysłaa ;DD



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Część druga.- Najgorszy dzień życia

czwartek, 02 lutego 2012 14:03

Wróciłyśmy do domu. Czułam się dziwnie, niby trochę zaniepokojona, trochę smutna, ale trochę szczęśliwa. A dlaczego szczęśliwa? Ja nie wiem! Świat popada w ruinę a ja zaczynam cieszyć się jak idiotka. Szłam zacieszajac się i oczywiście spadłam ze schodów. Miałam wizję. Widziałam ze Claudia żywi się ludzkimi duszami. Jak jej zabraknie ludzi to zniknie.
- Cody trzeba wszystkich ewakuować- krzyknęłam wstając.
- Ale ona i tak dopadnie ludzi. – powiedział niewzruszony Cody.
- Nie! Jeżeli wszyscy ludzie polecą na inne kontynenty! Musza opuścić Amerykę! Już! –Wykrzyczałam po żołniersku.
- Ale ona ich nie dopadnie? – Co ten Cody dopytuje się jak idiota.
- Nie, ona żywi się ludzkimi duszami. Nie dała by rady.- Zakończyłam te dialog.
Chodziłam po pokoju i obmyślałam plan. Jak przetransportować wszystkich do europy, Australii, Afryki. Cody potrafi latać! Weźmie przewiezie każdego po kolei! O nie, to głupi pomysł, nie dał by rady. Mam. Trzeba zwołać media. Tsa, tylko jak oni przyjadą, nie mam tu żadnej. . . cicho, wiem jestem głupia, Cody. . . Trzeba powiedzieć że da darmowy koncert i na pewno przyjedzie dużo paparazzi. Żeby nas tylko nie wsadzili do rządowego więzienia. Trochę przemyślałam ten plan p czym przekazałam go Cody’emu. Nie skończyło się na tylko przekazywaniu.
- Anna, to ma w ogóle sens? – cody mówił to szczerze.
- Ale co? – Zapytałam bo go nie kminie już.
- Nasz związek, wiesz, no… Teraz ty przejmujesz się tylko światem. Kocham cię, ale to mnie boli. – rzekł i spuścił wzrok na dół.
- Cody, kocham cię, ale teraz nie mamy czasu na nas. Jak świat zostanie zniszczony to się nie nacieszymy sobą. – Mruknęłam
- Masz racje, ale no tęsknie za tym co było wcześniej. Chciałbym cofnąć czas.
- Cody! Genialny pomysł! – Podeszłam i pocałowałam go. – Dzięki twojej mocy którą miałeś od zawsze cofniemy się w czasie i nie pozwolimy Claudii tam jechać i jej nie zabiją.
- Nooo, właśnie co do tej mocy to… e. . .yy…
- O co chodzi/
- Skłamałem – Powiedział i podrapał się po głowie.
- Jak to! Jak skłamałeś? O co chodzi! Gadaj wszystko – przycisnęłam mojego skarba do ściany.
- Widziałem jak ocalasz schronisko i pomyślałem że nie zechcesz chłopaka bez mocy, wieć ubzdurałem to.
- Naraziłeś tym świat. Cody to koniec.- Powiedziałam z wielkim bólem serca, czułam się że cała radość z mojego życia przepadła.
- Anna, żartujesz? Prawda? – Dopytywał się.
- Nie, musiałam to zrobić, okłamałeś mnie, a teraz żołnierzu dzwon po te media. Mamy koncert do odegrania.
- Dobrze pani ,,generał” zadzwonił i wyszedł z pokoju. Usiadłam na łóżku i słyszałam dźwięk rozbijanego szkła i szloch. Sama zaczęłam płakać. Jak ja mogłam być taka głupia i to zrobić.

________________________________________

Mam wene, dzisiaj moze dodam jeszcze

jeden rozdział. Głupia ze Anna zerwała

z Codym, ale to było konieczne, mam

co do tego plany ;DDDD Za wcześnie

was pochwaliłam! Nie czytacie, tylko 2

osoby ostatnio. <Foch>


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Częśc 2- Romantycznie co?

środa, 01 lutego 2012 15:57

*Anna*

Upadłam na ziemie. Czułam się pełna siły, mocy. Tina po chwili też spadła. Machnęłam swoimi już dłuższymi odrostami. Farba trzyma się jeszcze trochę, czyli to źle wygląda. Nie ważny wygląd ale co się teraz dzieje. Usiadłam na łóżku  i zaczęłam rozmyślać nad wszystkim. Moje myślenie przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę- rzuciłam i wróciłam do wcześniejszej czynności.
- Anna, Tina, ja żyje. – Usłyszałam głos Claudii.
- Claudia! – Krzyknęłam i rzuciłam się na nią. Jej dotyk sprawił że poczułam coś złego.
- Anna, opanuj… Tęskniłam za tym. – Powiedziała i na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Ale jak ty żyjesz? – Zapytałam po chwili już z powagą.
- Bo wiesz, niby jestem duchem ale zabiłam kilka osób i znów chodzę wśród żywych. – Powiedział bez wzruszenia.
   Pomachałam Tinie głową na znak by użyła błyskawic i ją załatwiła lecz Claudii oczy zrobiły się wielkie i fioletowe, jak u tych zmór w najgorszych filmach, jej zęby wyglądały jak wampirze kły ciemność opętała ją i nagle prychnęła przy czym Tina padła na ziemię i Krew z niej wypłynęła wielkim strumieniem. Nie panowałam nad sobą zerwałam półkę i walnęłam Claudie z całej siły w głowę. Padła na ziemię po czym wyleciał z niej duch i jej ciało padło na ziemię. Cody pozbierał jej ciało do worka i wywalił a ja klękłam nad Tiną głęboko jeszcze oddychając. Zaczęłam płakać. Dotknęłam dłoni Tiny i nic, ona nie wstała. Cody ukląkł obok mnie i starł łzy z moim policzków i się uśmiechnął tym swoim powalającym uśmiechem.
   Z Tiny wyleciał duch przerywając ten piękny moment. Teraz jestem pewna że Tina nie żyje.
- Anna, siła trzech jest większa niż jednej. Ale siła dwóch też. Ja już nie dam rady bronić wszystkich przed Claudia, a ty sobie sama nie poradzisz. Cody to twoja chwila. – Tiny duch zaczął świecić a to światło zaczęło kierować się w stronę Cody’ego. Dostał ta mocą i upadł na ścianę głęboko oddychając. Podeszłam do niego.
- Co się stało – Zapytał masując po głowie.
- Tina właśnie przekazała ci swoją moc. – Powiedziałam niepewnie.
- Czyli teraz my razem. . . – Nie dokończył
- Tak.
    Wstałam a Cody za mną wzięłam go za rekę a do drugiej wzięłam księgę. Znał już dużo zaklęć do przecież ja z Tiną ćwiczyłyśmy często a Cody nas pilnował. Kiedy ćwiczył usiadłam na ławce i się rozpłakałam. Cody musiał do mnie od razu podbiec.
- Co się stało? – Zapytał z czułością.
- Nic – Mruknęłam
- Mi możesz powiedzieć- Rzekł z nadzieją.
- Ja się boję, a jak nie przeżyjemy?
- Przeżyjemy na pewno, na pewno jeżeli mamy taką wspaniałą bohaterkę jak ty – Wie jak mnie pocieszyć.
- Dziękuję, twoje słowa wiele dla mnie znaczą. – Powiedziałam po czym utonęłam w jego namiętnym pocałunku. To nie był zwykły pocałunek. Cody wsadził swój język do mojej buzi i zaczęły tańczyć wspólnym rytmem. Odsunęłam się od niego niechętnie i poszliśmy się przejść na tle upadającego świata, różnych trupów i krwi. Romantycznie co? Ujrzeliśmy trupy wielu osób w tym Martyny i Toma. Ludzie giną jak muchy. Trzeba coś z tym zrobić, ale co?
 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czesc druga. - Prolog

niedziela, 29 stycznia 2012 14:53

*Anna*

Przytuliłam się do Cody’ego. Widziałam tylko mrok. Wtuliłam się w jego toros i zaczęłam płakać. To nie tak. Ja mam moce. Nie mogę się poddać! Wytarłam swoje oczy i wstałam. Moja moc zaczęła panować najemną. Widziałam jasność, światło, które biły ode mnie. Tina i Cody obserwowali co się dzieje. Po chwili z Tiną zaczęło dziać się to samo. Czułam się wspaniale. Moja moc jest dla mnie teraz, hm czymś wspaniałym. To ze potrafię czarować i ze no wiecie jestem ta wybraną sprawiają że jestem bohaterką. Tak, jak to będzie wyglądało. Ja uratuje świat a nikt mi nawet nie podziękuje bo nikomu nie powiem o mojej mocy bo skończę w laboratorium rządowym pokrojona na małe kawałeczki. Czyli na przyszłość. Nikomu o mocy nie mów.


*Tina*

Anna przytuliła się do Cody’ego. Szkoda że tu nie ma Mike’a, Zaraz zesram się ze strachu. A no racja. Mam moc, panikuje, 10 pkt dla mnie za IQ. An, odsunęła się od Codsa i zaczęła emitować jakąś mocą. Po prostu, święciła się jak disco kula. Przyglądałam jej się z uwagą. To było piękne. Ta energia sprawiała że nie mogłam oderwać od niej wzroku. I poczułam tą radość, ten spokój, zaczęłam wierzyć że ten mrok który tu jest nie zniszczy nas, że my z Anną możemy coś zdziałać. Wiem mówię o nas jak o bohaterkach ale to prawda. A że to będzie wina Claudii, z tym nie mogę się pogodzić. Ale ona była dobra. Chwila, chwila tak zawsze jest w filmach. Po chwili czuła ze ja też zaczynam pływać w tej magii. Czułam się jak Simpsonizer obok Cody’ego, było cudownie. Tylko co. Niedługo i tak nasz koniec.

___________________________________

To koniec tego Prologu xD

Dziękuje za aż 5 komętarzy! Wiecie

jak to mnie motywuje ? ;DD Dzięki,

a nn bedzie niedługo ;dd


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Początek końca - Epilog

środa, 25 stycznia 2012 11:39

*Anna*


-Obudził się mój aniołek. – Usłyszałam spokojny i opanowany głos Cody’ego
-Chyba tak – Powiedziałam w niepewności.
- Wczoraj, kiedy tańczyliśmy upadł na ciebie sprzęt. Widziałem że nic ci nie jest, ocaliła cię moc i zaczęła się uwalniać. Wyniosłem cię stamtąd żebyś się nie zdradziła. Kiedy się uspokoiło zadzwoniłem po karetkę. – Cody, dziękuję. – Wyszeptałam i chciałam go pocałować ale do pokoju wbiła moja siostra Olivia.
- Anna, ja wiem o wszystkim. O twojej mocy i o tym co się stanie – Wypowiedziała szybko
- Olivia! Jak ty się tutaj znalazłaś? – Zapytałam skołowana.
- Czar teleportacji. Proszę weź to. – I wręczyła mi księgę.
- I co ja mam z tym zrobić?
- Naucz się zaklęć, i nie tylko ty, jeszcze Tina. Ja wiem, Claudia nie żyje i to ona zniszczy świat. Jeszcze jedno, wypisałam cię ze szpitala, i tak ci nic nie jest. – Po tych słowach rozpłynęła się w powietrzu.
     Wzięłam księgę do rąk i zaczęłam oglądać. Najpierw kilka razy obróciłam ja by zobaczyć okładkę a potem otworzyłam. PO chwili uznałam ze jestem gotowa żeby wstać. Próbowałam, ale kiedy mi się udało zakręciło mi się w głowie. Miałam szczęście że Cody tam był bo bym już się nie podniosła. Nadal byłam w sukience, ekstra, po prostu szał. Przed wyjściem Poszliśmy do łazienki gdzie Cody pomógł mi zmyć make – up.
   W Domu zadzwoniłam do Tiny. Po wyjaśnieniu zgodziła się przyjść. Kiedy przyszła opowiedziałam jej wszystko ale tym razem dokładniej i pokazałam księgę. Nie zastanawiałyśmy się długo i zaczęłyśmy naukę. Cały miesiąc nie chodziłyśmy do szkoły tylko szkoliłyśmy moce. Kiedyś trenowałyśmy z Codym, i wtedy to się stało. Usiadłam na chwilę na oknie i obserwowała co się dzieje na dworze. I wtedy mrok opętał ziemię. To na pewno był mrok nic innego Usłyszałam tylko swoje słowa. „To już początek końca”

________________________________________

To jeszcze nie koniec. Spokojnie. Teraz

będę pisała drugą częśc. Mam juz świetny

pomysł. A jak sie podoba ?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Bal

wtorek, 24 stycznia 2012 20:17

*Anna*

Dzieci! – Usłyszałam sympatyczny głos pani Simpson
- Chodź, idziesz z nami- Oznajmił Cody poczym na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Dobra. – Powiedziałam wstając z łóżka
   Poszliśmy do kuchni a mama Cody’ego wręczyła nam koperty. Dokładnie mi i Cody’emu. Po tej akcji wróciliśmy do mojego pokoju i zobaczyłam co było napisane na kopercie :

Do Anny Olsen, mojej najlepszej przyjaciółki. Zobacz do środka i przyjmij przeprosiny. Claudia Shey 

Zajrzałam a w środku było . . . Chwila. . . 10tyś dolarów!!?? Claudia chyba przegina. W środku była tez jeszcze kartka na której napisane było że dostała role w filmie i że nawet nie zdążę jej oddać, a ona i tak by nie przyjęła bo mi są bardziej potrzebne. Po chwili Cody otworzył swoją kopertę. Na kartce widniało Claudii pismem że to za nią i Mike’a za tą kaucje po czym z koperty wysypał 40tyś. Muszę przyznać, ucieszyłam się, teraz nie będę wykorzystywała Cody’ego który i tak robi dla mnie już wiele. Podeszłam do Cody’ego i utonęłam w jego oczach jak w oceanie o czym poczułam jego usta na moich. Całowalibyśmy się tak dłużej ale ja uświadomiłam sobie że chcę się już przygotować do balu. W końcu mamy Weekend. W poniedziałek będzie bal czyli ruszam na podbój LA. Cody poparł mój pomysł. Zaproponował ze jego menager podwiezie nas do galerii. Tylko weszłam do pierwszego sklepu a już w oko wpadła mi prześliczna fioletowa sukienka i ślicznie fioletowe buty do tego. Przymierzyłam ciuchy i czułam się świetnie. Lepszej nie ma. Na szczęście Cody’ego nie ma w sklepie i nie zepsuje mu niespodzianki.
- Przykro mi, sukienka do ciebie nie pasuje. – Powiedziała jakaś laska za mną. Ale i dalej wyglądała na miłą.
- Ale jak to? – Zapytałam, mi się podoba.
- Twoje włosy, twoje piękne blond włosy nie pasują po prostu. Ale twoja śliczna porcelanowa cera, cudna – Powiedziała uśmiechając się.
- Kupię tą sukienkę, mam pomysł. – I po wypowiedzeniu tego zdania ruszyłam w stronę przebieralni.
     Cena mnie nie przeraziła. 700 dolarów za sukienkę i 200 za buty. Mam jeszcze dużo, a dla Cody’ego poświęciłabym całą forsę świata. O wilku mowa. Cody napisał żebym przyszła pod Yo Blatz! ( Taka kawiarnia w Ameryce z mrożonymi jogurtami ) Posłusznie ruszyłam w stronę kawiarni. Cody wypytywał mnie czy już znalazłam odpowiednią sukienkę. Tak, ale to niespodzianka. Myślał ze wyciągnie ze mnie to ze mu pokażę suknie, sorka, nie ten adres. Bawiliśmy się świetnie, Cała sobotę. W niedziele Cody zaplanował że Pójdziemy na plażę. Okej, jestem za. Wieczorem poszłam się umyć ale najpierw schowałam mój skarb. Po szybkim prysznicu nie miałam na nic siły, od razu poszłam spać. O 10.00 rano cody wszedł do mojego pokoju i ujrzał jak płaczę. Tak, płaczę, a dlaczego? Właśnie zadzwoniła do mnie mama Claudii i powiedziała ze Claudia nie żyje… Jak to się stało? Nie wiem, nikt nie zdradza szczegółów. O jej śmierci wiem tylko ja i Mike, no i teraz Cody. Przytulił mnie i pocałował w czoło. Rozumiał ze ona była moją najbliższą przyjaciółką.
- Anna, skarbie, nie musimy iść jutro na bal jeżeli nie chcesz. – Powiedział po czym położyłam mu głowę na ramieniu.
- Cody, obiecałam ci. – Odpowiedziałam z opanowaniem. – Nie mogę być tchórzem, nie poddam się, Claudia by tego chciała.
- Podziwiam cię dziewczyno – Czy go to dziwi?
- Pójdziemy na ten bal, i będzie lepiej. – Nie mogę zrezygnować teraz. Sytuacja trudna ale ja, ja już nie mogę czuć bólu. Za dużo, muszę poczuć radość życia.
    Wstałam i na nogi włożyłam papcie z miśkami po czy z szafy wyjęłam mój kostium kąpielowy. Na twarzy Cody’ego pojawił się chytry uśmieszek a ja zaczęłam udawać że przeszkadza mi to że on tu jest. Dzielnie zgrywał twardziela i nie opuszczał ,,bazy”. W końcu poddałam się, jest moim chłopakiem czego mam się wstydzić. Ściągnęłam górę mojej piżamy i stałam przy nim w staniku. Co się będę, ściągnęłam te luźne spodnie. Zostałam w samej bieliźnie. Cody przyglądał mi się z uwagą a ja wzięłam z półki gumkę do włosów i związałam je. Powoli zdjęłam majtki i ubrałam te od stroju. Rozpięłam stanik i nie mogłam zawiązać, więc poprosiłam go o pomoc. Dziwnie że się zgodził pomyślałam sarkastycznie. Potem poprosiłam go żeby poszedł się przebrać, jednak ten zaproponował że tym razem ja mogę się popatrzeć. Przecząco pokręciłam głową i wyprowadziłam go z pokoju. Oczywiście musiałam mu pokazać wyjście bo by nie zrozumiał. Po pięciu minutach przyszedł gotowy, w sumie ja też byłam. Szarpnął moją gumkę do włosów i ją rozerwał. Moje włosy wróciły do poprzedniego nieładu.
    Na plaży to ja się chciałam poopalać ale Cody musiał mnie wrzucić do wody. Wyszłam i odegrałam się popychając go. Nie dał mi wygrać, no jak tak można. W pewnym momencie rzuciłam się w fale i ten już zdążył mnie złapać na nogę. Ekstra, on jeszcze pływa zarabiście. Kiedy woda sięgała mi do szyi, mu trochę niżej zapał mnie w tali. Nie nie, ja mu wzięłam zaplątałam moje nogi na jego pasie i musnęłam jego usta. Odwzajemnił to wpijając się w nie z całej siły, ale i tak, całował tak delikatnie. Ten romantyczny moment przerwała nam fala która nas rozdzieliła. Wyszłam na brzeg popatrzyłam się na Cody’ego który był nieco dalej i wybuchneliśmy śmiechem. Do domu wróciliśmy o 19.00 morze tutaj jest takie piękne. Na kolacje były kanapki które musieliśmy sami zrobić. Mieliśmy przy tym dużo zabawy.
   Po kolacji poszliśmy do pokoju Cody’ego. Usiedliśmy na łóżku. Już myślałam że chce mnie pocałować a ten cwaniacko odsunął się i wziął laptopa. Weszliśmy na Twistera jakaś fanka z polski wysłała nam link. Strona była po Polsku. Tak, na pewno. Nazywała się nk. Ja trochę mówię po Polsku. Wreszcie się przyznałam i zaczęłam tłumaczenie. Zrobiliśmy sobie fotki takie teraz i dodaliśmy. Cały czas cos się działo. Nie wiem o której poszliśmy spać ale późno i obudziłam się w ramionach mojego chłopaka. Była 10.00 nie zdążymy na lekcje tylko trafimy do dyrektora. Mama Cody’ego specjalnie nas nie budziła, powiedziała ze mamy odpocząć przed balem. I tak będziemy tańczyć całą noc. Bal zaczyna się o 17.00 czyli tak. Ja już poszłam się ubrać i gdzieś po godzinie wyszłam na miasto. Najpierw poszłam do fryzjera. Zajęło mu to aż 4 godziny. A co zrobił. Przed wizyta miałam blond włosy do pasa a teraz mam czekoladowe do piersi. Są falowane i wyglądam w nich jeszcze ładniej. Potem poszłam do kosmetyczki. Ta kazała mi się ubrać w sukienkę którą wzięłam ze sobą żeby wiedzieć jaki make-up będzie mi pasował. Tam spędziłam aż 1,5 godziny. Miałam pół godziny więc spokojnie. Zamówiłam taksówkę. Podjechałam pod szkołę a przed nią czekał Cody. Wyglądał elegancko. Był ubrany podobnie jak pod koniec teledysku All Day. Popatrzył się na zegarek po czy popatrzył się na mnie. Wyciągnął telefon z kieszeni i zadzwonił do mnie. Zobaczył ze ja odebrałam. Podszedł do mnie powoli i na pewnej odległości zapytał się
- Anna?
- Tak, to ja. – Powiedziała i uśmiechnęłam się.
- Co ty zrobiłaś ze swoimi pięknymi włosami? – Zapytał oszołomiony.
- Dopasowałam je do sukienki. – Uśmiechnęłam się by zatuszować idiotyczna odpowiedz
- Wyglądasz idealnie – I wziął mnie za rękę i weszliśmy na salę
    Tańczyliśmy cały wieczór, w jego ramionach czułam się bezpieczna. Rano obudziłam się w szpitalnym łóżku. Co się stało?


*Claudia*


Wróciłam do domu. Moja matka już miała jakiś problem i wysłała mnie do pokoju. Okazało się teraz że mam tylko 2 godz, po tym czasie się stąd wyprowadzamy. Spakowałam wszystko. Nie wieże ze zdążyłam, tyle tego miałam.
   Wsiadłam do czarnej limuzyny a moje walizki trafiły do dwóch taksówek za nami. Przejeżdżałam koło domu Mike’a pomachałam, nie wiem czemu. Aha, to mój chłopak! Poczułam że po moim policzku spływa łza. Wytarłam ją i popatrzyłam się na pozytywy tej sytuacji. W końcu zagram w filmie. Nie, to nie jest fajne. Ja chcę być zwykłą nastolatką, nie chcę żeby moja matka była sławną aktorką. Powiedziałam na głos, niewiele to dało nadal siedziałam w tej limuzynie jadąc niewiadomo gdzie. Wreszcie się zatrzymała. Wysiadłam z niej i stanęłam przed nowym domem. O tak. Ale ładny. Miałam zanieść swoje rzeczy i ruszyć na plan. Szofer zaniesie. O nie! To miejsce i to ze będę grała w filmie. Nie! Już zachowuję się jak gwiazdka. Plan był niedaleko. Przeszłam przez ulicę potem szłam prosto z jakieś 100 m, skręciłam i byłam. Weszłam, zaczęłam się rozglądać. Plan był piękny. Dostałam skrypt. Miałam nauczyć się pierwszej sceny. Zabójstwo. Potem mój duch atakuje ludzi. Ekstra! Gram w horrorze. Nauczyłam się tekstu. Pierwsza scena się nie udało trudno. Druga scena . . . I TU KONIEC . . .    Facet niechcący trawił w Claudie nożem naprawdę. Umarła od razu ponieważ przedziurawił jej serce.




*Tina*



Jestem beznadziejna. Zakochuję się w każdym chłopaku bez wzajemności. Usiadłam na parapecie i obserwowałam co się dzieje. Nie dział się wiele. Tylko jakaś kobieta wyszła z dzieckiem, żadna nowość. Poszłam spać. Obudziłam się w sobotę rano. Pięknie. Była dopiero ósma a ja poszłam spać o 17.00 długo spała. Wiem, szaleje. Poszłam do wspólnej łazienki. Nie mam własnej. Umyłam się po czym weszłam na komputer. Trochę staroć ale jest. Musiał się włączać pół godziny to ja przez ten czas zrobiłam sobie śniadanie. Poszłam do swojego pokoju i napisałam sms-a do Mike’a. Odpisał ze nie jest najgorzej. Tylko Claudia umarła. Czytałam tego sms-a z 50 razy bo nie wierzyłam. Po jakimś czasie odpisałam mu. Napisałam ze jest mi przykro. Ten na to że nie powinno rozpamiętywać się przeszłości, że życie toczy się dalej. I czy wyskoczyłabym na lody. Zgodziłam się, w końcu trzeba go pocieszyć. Czekałam na niego przed lodziarnią. W końcu się zjawił. Ci chłopacy. Kto kiedyś wsiąknie w ich umysł. Nie możliwe. Za mały jest. Podszedł do mnie i podał mi dłoń. Załapałam i Uścisnęłam ja delikatnie.
- To jak zamawiamy lody? – Zapytał. Miał dobry humor jak na to ze stracił dziewczynę.
- Tak, mi weź gałkę czekoladową i śmietankową. – Odpowiedziałam z uśmiechem, który on odwzajemnił. Podał mi lody i zaczęliśmy rozmawiać o balu.
- Idziesz na bal ? – Zapytał z powagą.
- Nie, nie mam partnera. – I zaczęłam się śmiać.
- Ja też nie mam, ale partnerki. – I wyszczerzył ząbki w uśmiechu.
- Aham. – Powiedziałam znudzona tym tematem.
- To może pójdziemy razem jako przyjaciele? – Czy on właśnie poprosił mnie. Y…
- Tak . – Dlaczego to powiedziałaś! To w końcu chłopak.
      Bardzo miło spędziliśmy wieczór. Mike odprowadził mnie pod dom i pocałował w policzek. Weszłam do domu trzasnęłam drzwiami i zsunęłam się po nich.
- Co się tak cieszysz? – Zapytał mój tata. – Czyż byś się zakochała?
- No chyba. Chłopak zaprosił mnie na bal! – Wykrzyczałam cała w skowronkach
- Wiec tak powiadasz. Nie mamy zbytnio pieniędzy, ale moja córeczka nie często znajduje sobie parę na bal który nie jest codziennie.
- No wiem, ale mogę założyć starą sukienkę.
- Nie, oszczędzałem długi czas. Proszę.
- Dziękuje tato.
    Otworzyłam skarbonkę. Było w niej 531 dolarów. Tyle pieniędzy, to duzo. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Rano Umyłam się i schowałam pieniądze do torebki. Poszłam na miasto. Weszłam do sklepów takich naprawdę drogich. Ujrzałam śliczna sukienkę na 250 dolarów. Była niebieska. Miała śliczne falbanki i była wyjątkowa. Kupiłam ja. W innym sklepie znalazłam śliczne buty na obcasie. Całość komponowała się świetnie. W drogerii Kupiłam srebrny cień do powiek i mascarę. Musiałam się wrócić bo zapomniałam o błyszczyku. Na koniec poszłam do fryzjera. Na moich brązowych włosach zrobił czarne pasemka. Kosztowało to 40 $. Ojcu oddałam 120$ Nie mogłam inaczej. Dumna z moich zakupów wróciłam do domu i poszłam spać, co się będę oszukiwać, byłam zmęczona, no i co ze była dopiero 19.00. Ja akurat szybko chodzę spać. Obudziłam się o 5 nad ranem. No nic. Przymierzyłam moją sukienkę i paradowałam w moich obcasach po pokoju. Trochę je chociaż rozchodzę. Potem ubrałam się w szarą tunikę, jasnoniebieskie rurki i buty firmy pastry. Popatrzyłam się na plakat Cody’ego i zerwałam go. Jakaś szpilka zakuła mnie w serce. Z szuflady wyjęłam taśmę i przykleiłam go powrotem. Jest git. Trochę poszperałam w szafie i znalazłam różową torebkę która świetnie pasowała do stroju. Spakowałam do niej chusteczki jabłko i wodę nie gazowaną. Mike napisał ze będzie u mnie za 15 minut. Ale my nie jesteśmy jeszcze razem. I tak pewnie nie będziemy bo przyliże się z jakąś lasia. Weszłam do łazienki umyłam zęby, przejechałam usta błyszczykiem i rzęsy mascarą. Wyglądałam ładnie. Usłyszałam pukanie. Mike. Otworzyłam mu i zaprosiłam do środka. Nalałam mu do szklanki coli i podałam. Cała ja. Nie chciał ani lodu, ani słomki. Jest gorąco, ale okej, jak kto lubi. Lekcje były krótkie, naprawdę. Szkoda ze Mike jest ze starszej klasy, ale widywałam go na przerwach. Nigdzie nie widziałam Anny, Cody’ego ani Claudii. Ale ja jestem głupia. Claudia nie żyje. Przybiła mnie ta myśl bo polubiłam ja.  
     Do klasy weszła Dino, nie wytrzymałam. Zaczęłam się z nią kłócić bez powodu. Bez Anny, Claudii i nawet Cody’ego było tak cicho spokojnie. Dino wysłała mnie do dyra.  Żebym tylko poszła. Po lekcjach jednak musiałam. Dyrektor okazał się bardzo życzliwy. Powiedział ze mogę być przybita ponieważ umarła jedna moja rówieśnica itp… Wróciłam do domu sama i zaczęłam szykować się na bal. Zeszłam na dół. Tato powiedział mi że wyglądam prześlicznie. Moja mama wpięła mi kwiaty we włosy. Popatrzyłam się w lusterko. Tak, jest idealnie. Przyszedł po mnie Mike. Wyglądał elegancko. Moja mama wzięła aparat fotograficzny i zrobiła nam zdjęcie. Żeby skończyło się na jednym. Potem pobiegliśmy w stronę Szkoły. Muzę było słychać z daleka. Na początku nic się nie działo. Zobaczyłam że była Anna, czy ona ścięła i przefarbowała włosy? Nieważne. Ciągle tańczyła z Codym. Byli razem zgrani. Nic, Kręciło się parę kamer. W końcu na tej imprezie były gwiazdy. Oczywiście Martyna i Lena uznały ze bal jest głupi i ubrały się normalnie. Wiecie, spodnie, t-shirt. Nie lubię tych lasek, działają na nerwy. Jedna z słabij przymocowanych Kamer spadła na Annę. Żeby nic jej się nie stało. Cody wyniósł ja na zewnątrz i zadzwonił po pogotowie. Mike poszedł po napoje wtedy Martyna i Lena zaczęły mnie atakować. Wkurzyłam się. Mój partner przyniósł napoje. Wyrwałam mu oba z dłoni oblałam im krocza. Tak, wyglądały jak by się zlały. Martyna zaczeła płakać. Lena miała pochlapana nogawkę i zaczęła wytykać Martynie ze już jej nie lubi. Z nia jest siara bo się zsikała. Kamerzyści mieli niezły ubaw nagrywając je. Zła Martyna podeszła do kamer i zaczęła robić z siebie idiotkę do końca.
    Sprawa ucichła. Ja usiadłam na krześle, wtedy podszedł Mike.
- Zatańczymy? – Spytał podając mi dłoń.
- Tak. – Odparłam i zaczęła lecieć wolna piosenka. Ekstra, normalnie szał ;(
    Tańczyliśmy, popatrzyłam mu się w oczy. Są śliczne, takie czekoladowe, no wiecie. Patrzyłam się w nie. Zaczęły kusić mnie jego usta, przygryzłam kilka razy wargę próbując się powstrzymać ale nie udało mi się. Pocałowałam go. Nie przeszkodziło mu to. Pocałował mnie, tylko że namiętnie. Było wspaniale. Kiedy przestał już chciałam się rozpłakać lecz się uśmiechnęłam
- Podobasz mi się – Powiedział z uśmiechem




****Mike****




Strata Claudii mnie jakoś nie rusza. A Tina, kiedy ją zobaczyłem wiedziałem ze to ona. Nie mogłem zranić Claudii i czekałem aż to ona ze mną zerwie, a tu proszę, umarła. Wiem, jestem wredny mówiąc tak ale to prawda. Claudia była nikim.   

_______________________________

Musiałam któras zabić. Wypadło na

Claudie. Sorka, juz nie ogarniałam! 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pożar, Szczerosć i rola w filmie

niedziela, 22 stycznia 2012 16:31

*Anna*




Upadłam po czym zobaczyłam, hm. . .  światło. Ocknęłam się i zobaczyłam przed sobą stare, ale drzwi. Moja radość była tak wielka że biegnąc do nich narobiłam dużo hałasu, cała ja. Chciałam już chwycić klamkę lecz Claudia złapała ją i kazała poczekać. Wszyscy wyszli oprócz mnie i Claudii a ta zaczęła nawijkę. Kurde.
- Anna, kryłam to w sobie dziewięć lat, tak, te dziewięć lat które się znamy. – Powiedziała z przerażeniem.
- Claudia, wiesz że możesz mi powiedzieć wszystko! – Powiedziałam jej ze szczerości.
- Bo ty, ty – przełknęła ślinę -  jesteś zdrowo pojebana dziewczyno!
- Ja? – Zapytałam brzmiąc jak pusta blondynka.
-No tak, ty. . . Wiem, brzemię głupio, ale tak, jesteś jebnięta! – Krzyknęła
- Nie musiałaś tego mówić – Zagroziłam jej
- Taka z ciebie przyjaciółka? Dobra, zabrałaś Tinie chłopaka, to był przypadek, ale ten twój mini mózg! Ogarnij się laska. – Powiedziała Claudia po czym zaczęła szybko oddychać
- No to idź przyjaźnij się ze swoja Tiną BFF nie zabraniam. – Powiedziałam, krzyknęłam chłodno i wyszłam.
      Cody czekał na mnie. Cały on, to było miłe. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Odsunęłam się i wyrwałam dłoń z jego uścisku. Przyśpieszyłam po czym już byłam sama. Usiadłam na pierwszej lepszej ławce i się rozpłakałam. Płacz po chwili zamienił się w szloch. Może byłam za wredna dla Claudii? W końcu ona powiedziała mi prawdę, Tsa, prawdę którą kryła dziewięć lat. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dotyk. No wiecie, Cody mnie znalazł i przytulił. Tak nagle poczułam się lepiej kiedy ten zaczął mnie pocieszać. Po chwili udało mu się mnie przekonać żebym wróciła z nim do domu. W końcu mieszka 2 domy dalej i ze mnie odprowadzi pod same drzwi. Szliśmy powoli za rekę aż w końcu poprawił mi się humor.. Jakieś 200 m przed miejscem naszego zamieszkania zobaczyliśmy dym. Cody popatrzyła się na mnie z przerażeniem a ja na niego i pobiegliśmy jak najszybciej zobaczyć co się stało. W końcu stanieliśmy przed moim domem którego dach był doszczętnie spalony. Strażacy gasili resztki palącego się domu. Mój pokój. Znowu zaczęłam płakać tym razem wtulając się w Cody’ego. Cody powoli głaskał mnie po plecach i pocieszał mnie. Znowu.
- Czy wszyscy się ewakuowali? – Zapytał strażak.
- Tak,- odpowiedziała moja maja w płaczu.
- A gdzie teraz będziemy mieszkać? – Spytałam – Bo spłonęło wszystko. Przynajmniej moje – dodałam od niechcenia.
- Anna, skarbie. Pojedziemy do  Nowego Jorku, do ciotki Marie.
- Ale ja nie chcę opuszczać LA! – Krzyknęłam
- A może zamieszkałabyś u mnie? – Zapytał trochę speszony Cody
- No nie wiem, wykorzystałabym cię. – Powiedziałam
- Nie, na pewno nie. Zbyt długo o ciebie walczyłem żeby cię teraz stracić.
- Cody, kocham cię – Rzekłam po czym moje korciki ust podniosły się do góry.
- Anna, tez cię kocham- Cody tez się uśmiechnął
 Nasze usta były już coraz bliżej ale jednak mój brat nam przerwał mówiąc
- Anna! Dom nam się pali a ty tu się teraz migdalić będziesz? – A jednak się zaśmiał.
- Zamknij się! – Wrzasnęłam i zabrechtałam.
    Z domu wyszedł inny strażak przynosząc kilka ubrań. I to z mojej szafy!
- To jeśli chcesz się wynieść – Miło się uśmiechnął
- Bardzo dziękuję! Przynajmniej tyle zostało – Odwzajemniłam uśmiech.
Wzięłam ubrania, mój chłopak oczywiście mi pomógł i zanieśliśmy je do jego domu. Cody mamie wyjaśnił wszystko i powiedział ze nie chcę mnie tracić. Wreszcie się odważył po 3 latach wyjawić mi uczucie. Jego mama podeszła przytuliła mnie i pocieszała. Powiedziała że mogę zostać tak długo jak chcę. Pokazała mi pokój w którym będę mogła zamieszkać na ten czas, był naprzeciwko pokoju Cody’ego. Obok była łazienka, miałam ja dzielić z Alli. Alli jest ekstra. Już kilka razy razem wychodziłyśmy na zakupy ale teraz już nam się prędko nie uda. Powkładałam ubrania do szafy która tam była i usłyszałam pukanie do drzwi, Cody.
- Wejdź proszę – Powiedziałam spokojnie.
- Woow, jesteś dzisiaj taka spokojna. Czuję że cały humor na świecie zniknął ponieważ ty się nie uśmiechasz.
- Cody, ja ci wszystko oddam. Te pieniądze i wiesz odwdzięczę się za to hm.. nocowanie.
- Nie musisz. Ja to zrobiłem dla ciebie, bo naprawdę mi zależy.
- Ja w przyszłym tygodniu dostanę odszkodowanie, muszę, wiesz ja tak nie potrafię.
- A masz jeszcze ochotę iść na ten bal? – Zmienił temat.
- No tak, ale nie mam w co się ubrać. – Niestety, pomyślałam.
- To ja ci kupię! – Powiedział Cody i się ucieszył.
- Nie, Cody, za dużo już dla mnie robisz.
- Tak, ale chcesz mi się za to wszystko odwdzięczyć a ja chcę iść z tobą na bal. – Powiedział Cody i chytrze się uśmiechnął.
- Naprawdę? Tylko tyle? – Byłam zdziwiona, bo ja zrobię wszystko.
- No jeszcze mnie pocałuj. – Powiedział a ja posłusznie wykonałam zadanie.
*Claudia*



Nie! Nie dam razy już dłużej okłamywać Anny. Powiem jej i nic mnie nie powstrzyma. Może nie będzie tak źle. Złapałam ją za dłoń i spokojnie poczekałam aż wszyscy wyjdą. Kiedy tak się stało zaczęłam wyjawiać jej prawdę


- Anna, kryłam to w sobie dziewięć lat, tak, te dziewięć lat które się znamy. – Powiedziałam, chyba za ostro
- Claudia, wiesz że możesz mi powiedzieć wszystko! – Odrzekła spokojnie
- Bo ty, ty –przełknęłam ślinę-  jesteś zdrowo pojebana dziewczyno!
- Ja? –Zapytała blondyna
-No tak, ty. . . Wiem, brzemię głupio, ale tak, jesteś jebnięta! – Krzyknęłam już wkurzona, bardzo!
- Nie musiałaś tego mówić – Ona mi grozi?
- Taka z ciebie przyjaciółka? Dobra, zabrałaś Tinie chłopaka, to był przypadek, ale ten twój mini mózg! Ogarnij się laska. – Walnęłam prosto z mostu jak jest
- No to idź przyjaźnij się ze swoja Tiną BFF nie zabraniam. – Powiedziała i trzasnęła tymi starymi drzwiami.
      Wyszłam z tamta tak samo zła. Wzięłam Tinę za rękę i opowiedziałam jej wszystko. Zaprosiłam Tinę do siebie i poszłyśmy na skróty, obok spalonego domu Anny. Spalonego? Zaczęłyśmy stamtąd uciekać wystrachane. To mi dało dużo do myślenia. Może byłam trochę dla niej za ostra. Jak to zobaczy będzie załamana jeszcze bardziej. Głupia ja. Weszłyśmy do mnie do domu i od razu moja matka zaczęła, a nie, nie atakuje mnie.
- Claudia Shey, nowa gwiazda telewizji. – Moja matka zaczęła świrować.
- Mamo, o co chodzi – Rzuciłam zmulona.
- Dostałaś role w filmie. Od razu będziesz gwiazdą, jak mamusia.
- CO! – wypiszczałam
- No tak, do studia jedziesz jutro o 07.00 rano. Już wypisałam cię ze szkoły
- CO! – Powtarzam się.
- Pożegnaj koleżankę i idź się szykować.
    Przez długi czas, nie mogłam wydusić ani słowa. Byłam wściekła. Nie chcę być sławna, moja mama jest więc wiem jakie to trudne. Nie chcę isć miastem przez które napadało by mnie kilku psychofanów. Ja nie chcę być sławna. Nie chcę grac w filmie! I nie chcę zebry, no nic nie wymyślę, moje nazwisko już jest znane. Krążyłam po pokoju jakies 15 minut aż w końcu moja matka zaczęła się irytować i wpadać do pokoju żebym się pakowała. Położyłam się na łóżku i znowu myślałam o Annie. Myślałam o tym że ona zawsze zachowuje się jakby paliła zioło, ale za to ja lubię. Przeproszę ja. Ale już nie będę nigdy miała w najbliższym czasie. Dopiero po skończeniu filmu. Wiem zadzwonię do niej. Ma wyłączony telefon. Ekstra, albo telefon jej, nie, mógł się spalić. Wyszłam i poszłam w tamtą stronę. Pod jej domem stała Jej mama i jej rodzeństwo. Dowiedziałam się ze jest u Cody’ego. Wstąpiłam jeszcze do sklepiku i kupiłam 2 koperty. Do jednej włożyłam 40 tyś, no wiecie za mnie i za Mike’a a do drugiej 10 i kartkę z przeprosinami i napisałam jej o filmie, żeby przyjęła. Podpisałam obie koperty i wyrzuciłam długopis. Zapukałam. Po chwili otworzyła mama Cody’ego. Zaprosiła mnie do środka ale ja powiedziałam ze się śpieszę i żeby przekazała te koperty do adresatów. Te grube, duże koperty.




*Tina*


Wyszłam! Nareszcie. Wolność. Claudia i Anna nie wychodziły. Zostałam tam sama z Codym. Chyba mu wybaczyłam. Wpłacił za mnie 20tys wiec nie jest źle.
- Co ja sobie myślałam, ze po 3 dniach w LA będę z gwiazdą w związku. – i uśmiechnęłam się do Cody’ego.
- Oj marudzisz. Naprawdę. Może jeszcze będziesz z kimś innym. Wiesz, o Annę starałem się 3 lata.
- Jasne rozumiem. To tylko ja mam jakiegoś downa. – tsa, ten banan mi teraz szybko nie zejdzie z twarzy.
 Po chwili wyszła Anna a za nią Claudia. Claudia porwała mnie ze sobą i zaczęła opowiadać co się stało. Szyłyśmy na skróty do Claudii która mnie zaprosiła. Ujżałysmy płonący dom który okazał się być domem Anny, nie było jej tam. Po jakiś jeszcze kilku minutach znalazłyśmy się u Claudii. Woow! Jaka chata! Też bym tak chciała. Po chwili Claudia i Jej mama zaczęły się kłócić. A o co? O role w filmie. Nie no, ona jest nienormalna! Ja gdybym dostała taką szansę to bym się od razu zgodziła! PO jakimś czasie jej mama mnie wyprawiła z domu. Przed domem stał Mike. Powiedziałam mu wszystko ten ze spuszczoną głową udał się w swoja stronę. Ja szłam w swoją. Szłam przez niezbyt zadbane kamieniczki gdy zobaczyłam Toma, całującego się z jakąś Blond w kręconych włosach do stanika mniej więcej. Chwilę się przypatrzyłam, może to nie to na co wygląda. Ale nie jednak, całowali się namiętnie dotykając się przy tym. Widziałam ze mu na niej musi zależeć. Poczułam jak samotna łza spływa mi po policzku. Nie, to ona nie jest jedna. Pobiegłam przed siebie i wpadłam na jakiegoś przystojniaka. Też był zdołowany. Dziewczyna która szła kawałek za nim, ta, chyba musiała właśnie go rzucić.
- Co się stało? – Zapytał i wyparł mi łzy, tamta laska popatrzyła się na mnie krzywo.
- No, bo, Zostaw mnie! Mam dość chłopaków! – Powiedziała i wyrwałam się z jego objęcia.
    Jakiego ja mam pecha! Najpierw Cody, potem Tom, a teraz to ciacho? Nie, ja z nim nie chcę gadać, nie chce go poznać i nie chcę się w nim znów zakochać a potem być zawiedzona. Idzie za mną ekstra. Weszłam w jakiś zaułek w którym było ciemno. Wyczułam drabinie, była bardzo wysoko. Ja głupia! Mam moc, czego jej nie użyje. Pomyślałam o czymś miłym, o jego oczach. I wybiłam się wysoko w górę. Stuknij się w głowę Tina! Nie zakochuj się w nim! I się ocknęłam. Łatwo poszło. Wylądowałam na dachu. Wstałam otrzepałam się i ukrytkiem patrzyłam co się dzieje na dole. Byłam uradowana bo się go pozbyłam i zaczęłam unosić się ku górze. Ale ja wysoko latam! Czuje się jak ptak! Ale wysoko. Kurdę! Nie, ja nie wiem, co! I nagle zwymiotowałam. Mój paw leciał aż upadł. Zleciałam ostrożnie, ale szybko na dół. Wiem, trochę jeszcze nie panuje nad lądowaniem, ale cóż nic mi nie jest. Jakieś postępy. Rozpoznałam ta okolicę. Jestem niedaleko domu. Pobiegam w jego stronę i pchnęłam drzwi. Przyjrzałam się mojemu domu, potem wyjrzałam przez okno. Szkoda że żyję na najbiedniejszej dzielnicy w LA. Ale tutaj jestem. Bardzo zazdroszczę Claudii domu, a nawet Annie, przecież ona mieszka na ulicy gdzie mieszkają gwiazdy. Najbardziej zastanawia mnie jedno, czy kiedyś znajdę tego chłopaka?

________________________________________________

Cody nie jest syreną! To tylko Anna jest

taka głupia. Wg dzisiajsza historia Anny jest

oparta na ostatnich faktach w moim życiu.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Komisariat

poniedziałek, 16 stycznia 2012 18:45

*Anna*


- Anna, wierzę ci. – Powiedział Cody i złapał mnie za ręce.
- Ale jak to? – Zapytałam z niedowierzaniem.
- Ja nie jestem człowiekiem. – Powiedział Cody z całkowitą powagą.
     Sugerując po jego niesamowitym głosie i po tym jak świetnie pływa powiedziałam
- A kim? Syrenką? – Powiedziałam i zdałam sobie sprawę jaka jestem głupia.
- Nie, ja też mam moc. – Powiedział Blondyn śmiejący się ze mnie.
- Ta? Jaka moc? – Zapytałam z ciekawością
- Po prostu, potrafię cofać się w czasie. Ale to strasznie wyczerpujące i nie robię tego.
- Woow! Fajna moc! – Az mu zazdroszczę.
- Dobra, przekonałaś, uderzę cię, ale lekko. – Powiedział Cody z niechęcią.
     Cody uderzył mnie w ramię a ja zobaczyłam Jak Tina jest w zaułku, zakazanym zaułku, naga, chwile potem przyjeżdża policja. I urwało się.
- Wiem gdzie jest Tina! Chodźmy! – krzyknęłam jakbym była w wojsku.
   Pobiegliśmy z Codym w stronę Komisariatu. Pobiegłam i pchnęłam drzwi. Cody wszedł za mną. Jakiś koleś tam stał i zadawał głupie pytania
- Jak masz na imie? – Zapytał z niechęcią.
- Anna Olsen – Powiedziałam szybko
- Ta Anna Olsen – I wyciągnął moją kartkówkę z Fizyki
- Skąd pan to ma? – Zapytałam i przetarłam oczy.
- Znalazłem to w schronisku w dzień po zniknięciu wszystkich zwierząt. Proszę za mną. A pan niech sobie tam usiądzie.
    Weszłam niepewnie do jakiegoś pomieszczenia. Tam była Tina, Claudia, Mike i jakiś chłopak. Dziwiło mnie to ze Tina jest tylko w koszulce i majtkach a ten chłopak w samych spodniach. Usiadłam na krześle i modliłam się żeby mi się upiekło.
- Więc tak, panna Olsen oskarżona jest o wypuszczenie ze schroniska wszystkich zwierząt.
- Ja nic nie zrobiłam! – Wydarłam się.
- Tak? To wyjaśnij nam to- I pokazał moja kartkówkę.
- Bo ja ją tam zgubiłam kiedy byłam ostatnim razem. – Skłamałam.
- Czyli zwierzaki same uciekły z klatek? – Zapytał policjant
- Może są matrixami? – już mnie przyskrzynili, jestem pewna.
- Czyli sugerujesz ze uciekły same?
- Nie wiem! Ale to nie moja wina! – Krzyknęłam, i obróciłam głowę.
- Dobrze w takim razie masz jakiegoś światka?
- Tak, jest ze mną na korytarzu.
     Policjant wyszedł i od razu zaczęłyśmy rozmowę z dziewczynami. Poznałam Toma. Po chwili wprowadził na salę Cody’ego który uśmiechnął się do mnie, nie miałam nastroju żeby odwzajemnić to ale Cody jest wyrozumiały i wie to.
- Panie władzo. Ja zapłacę, ile kaucja za nich wszystkich.
- 100 000 dolarów. – Powiedział komisarz, a Cody wyciągnął portfel i wypisał czek.
- Może być? – Powiedział niebieskooki i się uśmiechnął
- Proszę, idźcie. – Powiedział komisarz i otworzył na drzwi.
   Wyszliśmy na dwór, było ciepło jak zwykle. Cody złapał mnie za rekę Mike złapał Claudie, a Tom podszedł do Cody’ego i rzucił się na niego! Chodzi o Tinę. Tom jest wściekły ze cody ja tak potraktował, no jasne. Ale cody zapłacił z nich kaucje. Wkurzyłam się i odciągnęłam Cody’ego od Toma A Mike odciągnął szatyna. Po chwili zobaczyliśmy goniącego nas wielkiego psa i schroniliśmy się w jakiejś dziurze. Ekstra, nie wyjdziemy, musimy iść i coś znaleźć. Widziałam w jej oczach ze nie ma zamiaru gadać ani ze mną ani z Codym. Claudia szła obok Tiny i szeptały coś sobie. Tom i Mike szli z przodu i świecili telefonami. Cody podszedł do mnie i się przytulił a ja docisłam się do niego jeszcze mocniej.
- Anna – Przerwał i głęboko przełknął ślinę- jestem pewny że wyjdziemy. Nie bój się- Powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Cody, nie chciałam żeby tak wyszło.
- Ja tez nie – Mruknął pod nosem.
- Moglibyście się zamknąć? – Krzyknęła Tina
- Tina! Ja przepraszam – Powiedział z łzami w oczach Cody.
- Nie mam ochoty z tobą gadać – Powiedziała chłodno i machnęła włosami.
- Ale ja nie chciałem cię pocałować! Byłem pijany bo jestem pojebany! – Krzyknął Cody i się rozpłakał jak małe dziecko.
- Cody, ty płaczesz? – Powiedziała Tina podchodząc do niego.
- Zmusiłaś mnie do tego. – I Cody lekko mnie popchał a ja upadając ja ścianę odpaliłam światło.


* Claudia*

Pocałowałam Mike’a a ten się otrząsnął i powiedział
- Dziewczyno, jesteś niesamowita, tez tak chcę – Powiedział z niedowierzaniem
- No widzisz, albo ma się ten talent albo nie.
- A co do tej deski, nie jestem zły, jestem pewny że utonęłaś w moich oczach. – powiedział z cwaniackim uśmieszkiem.
    Mike znów mnie pocałował lecz po chwili czułam tylko jak ktoś ciągnie mnie za szmaty.
     Kiedy siedziałam już na krześle okazało się ze jestem na komisariacie policji a komisarz oskarżył nas o wchodzenie w stare kamieniczki ponieważ tam jest niebezpiecznie i nie wolno tam chodzić. Ekstra, no to mama się ucieszy. Chyba mam jakiś problem z głowa bo pewnie nie widziałam żadnych ostrzeżeń ani nic i jeszcze Mike ma przez to kłopoty. Już wiem jak nas namierzyli. Jestem taka głupia i zadzwoniłam na numer ogólny i musiał odebrać komisarz. Namierzyli mnie. Ups.
   Po jakiejś chwili przywieźli tutaj tez prawie nagą Tinę wraz z jakimś prawie nagim chłopakiem. Oskarżeni byli o spożywanie alkoholu w tym wieku. No nic, nie tylko my mamy przerypane. Dyskutowaliśmy z komisariarzem ale na marne. W końcu drzwi się uchyliły i weszła Anna która już narobiła hałasu. W Annie jest strasznie irytujące to że ciągle cos gada śmieje się i zachowuje się jak debilka. Nie powiem jej tego nigdy bo się z focha. Jasne, wiedziałam że udaje twardą, dobra, nie wychodzi jej to. Anna jak to ona zaczęła kłócić się z komisariuszem a potem ten poszedł po Cody’ego. Cody zapłacił za nas, oddam mu to. Na dworze szłam z Mike’m za rekę A Tom rzucił się na Cody’ego. Zaczeli bic się o Tinę ja nie wiedziała co zrobic i poprosiłam Mike’a żeby ich rozdzielił. Oczywiście Anna odciągnęła Swojego chłopaka bo jak inaczej. Chyba jestem zła na Anne. Nie wiem, za to ze tak się zachowuje i za to że zabrała Tinie chłopaka. W każdym razie ich bójka musiałam tutaj przygonić jakiegoś wielkiego psa przed którym weszliśmy do jakiegoś korytarza bez wyjścia. Mike i Tom z przodu świecili telefonami, ja z Tiną szłyśmy i plotkowałyśmy a Anna szła za rekę ze swoim chłopakiem. Potem Tina wkurzona ich słodką gadką wydarła się aż się wystraszyłam, naprawdę.
- Moglibyście się zamknąć? – Krzyknęła Tina
- Tina! Ja przepraszam – Powiedział z łzami w oczach Cody.
- Nie mam ochoty z tobą gadać – Powiedziała chłodno i machnęła włosami.
- Ale ja nie chciałem cię pocałować! Byłem pijany bo jestem pojebany! – Krzyknął Cody i się rozpłakał jak małe dziecko.
- Cody, ty płaczesz? – Powiedziała Tina podchodząc do niego.
- Zmusiłaś mnie do tego. – Powiedział i popchał Annę która zapaliła światło.

*Tina*

 

   Obudziłam go. Wyszliśmy wystraszeni i zaczęliśmy szukać naszych ubrań. Ja znalazłam tylko swoje majtki, zaś tom znalazł wszystko. Tom zachował się naprawdę miło bo pożyczył mi swoja koszulkę. Głowa mnie boli i jeszcze czuje ze jestem napita. Tom wcale nie lepiej. Usiadł i pociągną mnie na swoje kolana, niestety wywrócił się i leżeliśmy razem na ziemi. Nie miałam siły się śmiać. Głowa bolała mnie ze nie wiem i jeszcze zaczęłam słyszeć alarm wozu policyjnego. Nie wydawało mi się, jechali w naszą stronę. Tom złapał mnie za rękę i pocałował. Czułam w tym jakieś wymuszenie, ale nie zaprzeczyłam. Policjant podszedł do nas i wsadził nam alkomat do ust. Wiedziałem – mruknął pod nosem i wsadził nas do wozu.
   Kiedy wysiedliśmy z auta byliśmy przed komisariatem.. Szliśmy jakimś dziwnym korytarzem i wylądowaliśmy w jednym pomieszczeniu z Claudią i jakimś chłopakiem. Jeszcze go nie poznałam. Policjant przesłuchiwał nas jednak przez jakiś czas lecz potem dołączyła do nas Anna zabierającą chłopaków. Weszła sama o dziwo. Widać, nikt jej nie lubi, dobrze jej tak. Kiedy komisariarz wyszedł Anna i Claudia poznały Toma a ja poznałam Mike’a. idiotka wydzierała się na policjanta i down dzisiaj jej sprzyjał. PO jakimś czasie wezwała sobie światka. Oczywiście był to Debil! Jestem na niego taka zła że już nie panuje nad sobą. Wpłacił za nas kaucje,  słodko, aż na serio zaraz rzygnę, już prawie, prawie. Nie udało się. Wyszliśmy z tego „wiezienia” wersji mini i Tom rzucił się na Cody’ego
- Jak ty mogłeś zrobić taką krzywdę Tinie? – Zapytał tom uderzając blondyna w twarz.
- Ja jej nic nie zrobiłem! Sama się zakochała – Wykrzyczał Cody a wtedy Anna i Mike rozdzielili ich. Chyba ich strach i krzyki musiały sprowadzić jakiegoś psa. Może myślał ze po Bujce będzie mięso? No nic, zaczęliśmy uciekać, zwartą grupą i wbiegliśmy do jakiegoś korytarza. Wyjście było za wysoko. No nic szliśmy przed siebie. Cody i Anna oczywiście gadali na co musiałam zareagować. Bo kiedy słyszę jego głos czuję jak ktos wbija mi igłę w serce, chamsko i powoli. Cody zareagował ze łzami w oczach. Pieknie, gwiazdorem przeze mnie się rozpłakał. Czyli mu jednak na mnie zależy. Może nie odczuwał tego co ja ale jednak mu zależy. No racja, zwykła laska która zna 3 dni i od razu staje się jego dziewczyną/ O nie, takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Kiedy mu uległam ten popchał Annę która zapaliła światło. Przed nami były drzwi. Szybko ruszyliśmy w ich stronę.

 

____________________________________________________

I jak? Mam straszną wenę, hehe. Oby nie przeszła . . .

Co? myśleliście ze Cody jest syrena. . . A może w

realu jest! Bo w sumie syreny ładnie śpiewaja i

genialnie pływają ! ! ! ;D


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zaproszenie

poniedziałek, 16 stycznia 2012 10:04



Wyjątkowo zaczynam od Tiny. Zobaczycie dlaczego.
 
_________________________________________

*Tina*

Cody położył mi dłoń na policzku.
- Nie. – Odpowiedział patrząc się mi głęboko w oczy
- Jak to nie? – zorientowałam się po chwili kiedy to słowo przerwało całą magie. Zdjęłam jego dłoń z mojego policzka a jego paznokieć zrobił mi wielką ranę na twarzy z której zaczęła sączyć się krew.
- Ponieważ jesteś moja przyjaciółką, a podoba mi się inna.– Powiedział pewnie lecz jednak ze strachem w oczach.
- Pocałowałeś mnie! – Wydarłam się na cały głos a wszyscy popatrzyli się w naszą stronę.
- Byłem pijany! – Powiedział, ale ciszej ode mnie..
     Zaczęłam się odsuwać, a po kilku krokach już czułam jak biegnę ze łzami w oczach. Czułam jak z policzka sączy mi się krew, może i coraz wolniej, ale dalej się sączy. Ujrzałam przed sobą Annę, która mnie zatrzymała. Za mną biegł Cody. Strzeliłam Annie z liścia lecz ta dalej nie dała mi przejść.
- Za co to? – Zapytała z lekko czerwonym policzkiem.
- Za to że nie dajesz mi przejść– Krzyknęłam a w tym momencie dobiegł Cody.
- Aha? Cody o co chodzi? – Spytała blondyna.
- Bo, odmówiłem jej pójścia z nią na bal. – Powiedział i opuścił głowę.
- Z jakiego powodu jej odmówiłeś! – Krzyknęła Anna
I tak się kłócili a ja miałam okazje do ucieczki. Pobiegłam przed siebie az w końcu wyszłam z tego miejsca dla obłąkanych. Weszłam w jakąś alejkę, nawet nie wiem gdzie
    I kopnęłam jakiś kamień. Czuję jak mi się łzy kończą ale szlochać nie przestaje. Usiadłam w jakimś kacie. Przeszukałam swoje kieszenie i coś tam znalazłam. Było tam 35 dolarów. Aha, to z wakacji jeszcze. Wzięłam te pieniądze do rąk i wróciłam przed szkołę. Poszłam kawałek w kierunku najbliższego sklepu i kupiłam wódkę i paczkę fajek. O dziwo koleś mi sprzedał i nawet nie pytał się o wiek. A racja. Ten mój wodoodporny make-up i ubiór. Zapomniałam o zapałkach, już trudno. Na drodze napotkałam kiosk i tam kupiłam paczkę. Przyznam się. Jak jeszcze tutaj nie mieszkałam to na imprezie z kolegą poszłam zapalić więc zaciągać się potrafię. Odpaliłam papierosa i podelektowałam się tym smakiem. Kiedy skończyłam palić wyszłam z ukrycia i usiadłam na ławce. Poczułam jak jedna samotna zaczęła spływać mi po policzku co automatycznie zamieniło się w szloch. Wstałam i uciekłam. Nie wiem, znowu w jakiś zaułek. Uspokoiłam się, ale nie na długo bo wpadłam na bandę jakiś kolesi w moim wieku.
- Czego tu chcesz Lala? – Zapytał się jeden z nich.
- Co cię to obchodzi? – Powiedziałam zgrywając odważną.
- Gadaj lepiej! – I zauważyłam ich słaby punkt.
- Mam fajki i wódkę. – Powiedziałam niewzruszona
- Jak masz na imię – I od razu jacy koledzy.
- Tina, a ty? –
- Jestem Tom. – Odpowiedział i się uśmiechnął.
    Było naprawdę fajnie. Ja i jeszcze obok mnie 4 kolesi. Po skończonej wódce zrzuciliśmy się. Ogółem starczy nam na 4 wódki i 2 paczki fajek. Dobra kupiłam.
     Po jednej wódce trzymaliśmy się świetnie. Zaczęliśmy grac w butelkę na rozbieranie. Na trzeźwo nie zgodziłabym się. Po drugiej wódce na całowanie. Oczywiście wszyscy byliśmy już goli, potem dołączyły do nas jakieś 3 laski które upiły się 2 kieliszkami i dołączyły do naszej gry. Po 3 wódce już nie pamiętam co się działo. Nawet nie wiem czy wypiliśmy czwartą. Wytrzeźwiałam po kilku godzinach, ale byłam zszokowana tym co się stało. Goła obudziłam się obok Toma w śmietniku.


*Anna*


Widziałam jak Tina dumnie kroczy w stronie Cody’ego. Rozmawiają, o położył jej dłoń na policzku. Jak słodko. Ej, dlaczego Tina zabrała jego dłoń z policzka? I nagle usłyszałam głośnie POCAŁOWAŁEŚ MNIE! Powiedziane głosem Tiny. Cała szkoła popatrzyła się w ich kierunku. Po jakiejś minucie ujrzałam Tinę biegnącą tutaj. Powstrzymałam ja przed dalszym pójściem, no bo musi im się ułożyć. Chciałam ja powstrzymać i poczułam ból na policzku.
- Za co to? – Zapytałam
- Za to że nie dajesz mi przejść– Krzyknęła i tu zjawił się Cody
- Aha? Cody o co chodzi? – Spytałam niebieskookiego.
- Bo, odmówiłem jej pójścia z nią na bal. – Powiedział i opuścił głowę.
- Z jakiego powodu jej odmówiłeś! – Krzyknęłam!
- Ponieważ chcę iść z tobą! – krzyknął to i się uspokoił.
- Ze mną? – Zapytałam z nie dowierzaniem.
- Tak, znam cię już tyle czasu, moim zdaniem jesteś miła, słodka, urocza.
- Ale ja? – Zapytałam jak ostatnia idiotka.
- Anna, próbuję ci to powiedzieć ze mi się podobasz od czasu gdy cię tylko ujrzałem.
- Naprawdę? – Zapytałam a Cody złapał mnie za ręce.
Uśmiechnęłam się do niego i nasze usta zaczęły się zbliżać. I nagle ten moment stał się niezapomnianą chwilą. Jego usta i moje były jednością, czułam ten pocałunek w całym sercu które waliło jak szalone. Ta piękną chwilę przerwała baba od angielskiego która wysłała nas do dyrektora.
- Wiesz co Cody, żałuje ze to zrobiłam. – Powiedziałam chłodno.
- Racja mogliśmy się gdzieś schować. – Powiedział z uśmieszkiem
- Cody! Ja tego nie przemyślałam. – Krzyknęłam cicho
- Ale o czym tu dożo myśleć – Powiedział trochę nieczule.
- Bo zdradziłam tym osobę która mi ufała. – Powiedziałam
- Ale to był mój wybór. – Powiedział cody, łagodnym, lecz zdenerwowanym głosem
- Mogę to chwilę przemyśleć? – Zapytałam
- Tak. – Powiedział a  jego oczach ujrzałam ,, zachmurzenie”
      Jakieś pół godziny byliśmy u dyra. Kiedy nas wypuścił zadzwoniłam do Tiny Ta zaczęła coś gadać, jasne jest pijana, ale potem odezwał się też inny koleś który powiedział żebym odwaliła się od jego laski i się rozłączył. Tina się upiła, matko. Wybiegłam z Gabinetu dyrektora a za mną wybiegł Cody. Wybiegłam na dwór i szukałam różnych znaków. No tak!
- Cody! Uderz mnie!- Powiedziałam
- Nie chcę cię bić! – Powiedział i się odsunął.
- Cody musisz to zrobić! – Powiedziałam i podeszłam do niego bliżej
- Nie mam zamiaru. – Powiedział stanowczo.
- Cody! Powiem ci cos! Możesz uznać mnie za wariatkę za nienormalna ale tylko tak możemy odnaleźć Tinę. – Powiedziałam szybko a z moich oczu zaczęły płynąć łzy.
- Obiecuję, nigdy nie uznam cię za idiotkę, powiedział Cody i założył mi za ucho kosmyk włosów który uciekł ze swojego miejsca.
- To się zaczęło w moje piętnaste urodziny. Kiedy byłam zła zaczęłam znikać, naprawdę – I wkurzyłam się na wymus po czym mnie nie było widać – A od wczoraj, kiedy poczuje ból, mam wizję, i wiesz, dlatego musisz mnie uderzyć.
    Wyraz twarzy Cody’ego był dziwny. Patrzył się na mnie z niedowierzaniem. Jednak po chwili się otrząsnął…

*Claudia*

Na pewno pójdę z Mikiem. Wyszłam z toalety gadając przez telefon i usłyszałam głośne „POCAŁOWAŁEŚ MNIE!” głosem Tiny. Ciekawe co Cody nabroił bo teraz z nim gadała więc cała wina idzie na niego. PO chwili widziałam jak Tina biegła w stronę drzwi a tam proszę, - Anna. Tina podbiegła do niej i strzeliła jej w twarz, ał, musiało boleć. Anna nie dała jej za wygrana i nie puściła jej dalej. Za chwile dobiegł Cody. Rozmawiali, co ja gadam kłócili się chwilę a Tina wykorzystała Momot i uciekła. Nagle blondyn złapał Anne za ręce i się pocałowali. Wszyscy robili Uuuuuu itp. Lizali się tam z 5 minut bo nagle przyszła babka od anglika. Taa, ona nas już nie lubi. I na pewno wygoniła ich do dyra. Szli strasznie powoli. Nieźle. Zadzwonił dzwonek. Na lekcji było nudno. Nigdzie nie widziałam Tiny, Cody’ego i Anny. Jak było strasznie cicho. Szok. Ktoś zapukał do drzwi. Jak zwykle cała klasa wydarła się proszę! Wszedł do niej MIKE!? Podszedł do mojego stolika i spytał się czy wyjdę na chwilę. Wstałam, a Mike pociągnął mnie za sobą na korytarz i zaczął.
- Claudia. Dla ciebie wcześniej wyszedłem ze szpitala. – Powiedział i się uśmiechnął
- Dla mnie? – Patrzyłam się jak zaczarowana.
- Tak, nie ma takiej drugiej wyjątkowej dziewczyny jak ty. – Powiedział a ja poczułam że się rumienie
      No nie wytrzymałam, pocałowałam go a on tego nie odrzucił. Po chwili zauważyłam jak klęka na kolana i bierze moją jedna rekę, wiec rzekłam na to
- Chyba nie prosisz mnie o rękę? – Zapytałam niepewnie
- Nie mój słodki wariacie, pójdziesz ze mną na bal? – Zapytał z tym swoim uroczym spojrzeniem.
- Tak. – Powiedziałam pewnie.
     Mike wstał i mnie pocałował. Ale ja się czułam źle, okłamuje go. No wiecie, to przeze mnie trafił do szpitala. Chcę powiedzieć mu o swojej mocy, ale, no może przestać mnie lubić. To co ja mam zrobić, źle czuję się z kłamstwem i tym ze jak mu powiem nie będzie już ze mną nigdy gadał. Dobra, zresztą lepiej żeby wiedział.
- Mike, uznasz mnie za idiotkę, jestem tego pewna, przestaniesz mnie lubić ale ja nie mogę cię okłamywać, nie potrafię – Przełknęłam ślinę i kontynuowałam – Pamiętasz dzień kiedy do siebie wróciliśmy? Jak spadła na ciebie ta deska? To moja wina, skupiłam się na twoich oczach uwalniając moją moc. Naprawdę – Odsunęłam się, skupiłam się na alarmie przeciw pożarowym i na tej szybce która rozszastała się na kawałeczki.
    Mike patrzył się jak by zobaczył ducha.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Będzie Bal na poczatek roku?

niedziela, 15 stycznia 2012 19:51


*Anna*

No, nareszcie. Jestem zmęczona tą całą akcją, chcę się tylko położyć i zasnąć.  Wzięłam swoją piżamę, przebrałam się i poszłam wziąć szybki prysznic. Woda była letnia co trochę mnie orzeźwiło. Wyszłam z pod prysznica, wysuszyłam włosy suszarką i położyłam się na łóżku jak długa. Zaczęłam trochę rozmyślać czemu Tina za tak bardzo podniecała się plakatem Cody’ego. Kilka razy próbowałam zadzwoni ale powstrzymywało mnie coś. I nagle telefon zaczął wibrować kolo mojej głowy. O wilku mowa Tina
- Tak, słucham – Powiedziałam
- Hej Anna, Słyszałaś ze ma być bal!
- Jaki bal!- Nie zdążyłam tego powiedzieć bo telefon wypadł mi z rak i rozwalił się.  No ekstra! Mogło by być lepiej?  Wzięłam z szuflady mojego starego Samsunga Avila i przełożyłam tam kartę sim razem z kartą pamięci. Wyciągnęłam też ładowarkę i podłączyłam do gniazdka. Nie miałam już sił oddzwonić do  Tiny, więc położyłam się na łóżku i od razu usnęłam.
     Rano wstałam dziwnie wypoczęta. Poszłam do toalety ogarnąć się. Niechcący szturchnęłam kubeczek który spadł mi na stopę. Myślałam o Tinie i wtedy poczułam , nie zobaczyłam obraz. Była na nim Tina która zapłakana uciekała korytarzem szkolnym, miała rozcięty policzek. Otrząsnęłam się i widziałam jak siedzę oparta o kibel oddychając głęboko. Podniosłam się oddychając już wolniej i ciszej. Umyłam zęby przemyłam twarz itp. Weszłam do swojego pokoju i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to mój wielki bałagan. Posprzątałam trochę i spakowałam swoja torbę. Wychodziłam z domu, a Cody musiał oczywiście wyjść wtedy kiedy ja.
- Hej – mruknął ponuro.
- Siemka, co się stało? – Muszę wiedzieć
- A nic, wczoraj w szkole ja… - Urwał
- Co? Mi możesz powiedzieć. – Powiedziałam pewna siebie.
- No bo wczoraj poszedłem pijany do szkoły. – Powiedział i uśmiechnął się.
- Co, co, co że jak? A ile pamiętasz?
- Nowa nauczycielkę, pocałunek, i jak się przewróciłem.
- Czekaj, czekaj POCAŁUNEK!? – On Tinę zdradza?
- Tak, Pocałowałem Tinę. – Powiedział to a ja usłyszałam z daleka dzwonek.
    Z Codym wbiegliśmy zdyszani do klasy a wszyscy zrobili Uuu. Oczywiście powiedziałam przepraszam za spóźnienie u usiadłam do Claudii która spytała się mnie co się tam stało, czy odbijam Tinie chłopaka. Claudia spytała się mnie z kim w tym roku idę na Bal szkolny. Jak co roku pewnie sama. Tsa, jestem brzydka wiec kto by chciał isć ze mną? Zadzwonił dzwonek i podbiegła do mnie Tina.
- Wiesz co! – Krzyknęła mi do ucha i się opluła.
- Co? – Zapytałam niepewnie.
- Cody mnie jeszcze nie zaprosił. – Powiedziała i wyglądała jak by miała się zaraz rozpłakać.
- Wiem o pocałunku, zaproś go.
- Okej! – Powiedziała i Podbiegła do Cody’ego który stał przy oknie obserwując chmury.

* Claudia*

     Jaka jestem zmęczona! Ale jutro Weekend. W piątek za tydzień będzie Bal na rozpoczęcie. Mike w środę wychodzi ze szpitala, ekstra, będę miała z kim iść. Zadzwoniłam do Tiny która pójdzie z Codym i będzie pięknie. Nie dzwonię do Anny bo sama nie pójdzie. Siara trochę, ale jak kto lubi. Ciekawie ile mama da mi kasy na sukienkę, o i wezmę na zakupy ze sobą dziewczyny, kupie im coś, kasa nie problem. Popatrzyłam na necie jeszcze jakieś różne sposoby na makijaż, paznokcie, włosy itp. Kiedy poczułam że jestem bardzo zmęczona, nawet nie miałam już iść siły się myć więc wzięłam piżamę i poszłam lulu.
    Kiedy wstałam było tylko pół godziny do szkoły. Ubrałam fioletową tunikę i niebieskie marmurki do tego długi złoty wisior z napisem „Love”. Upięłam włosy w koka i przejechałam oczy kredką po czym wybiegłam z pustą torebką. Przed domem stała czarna limuzyna a na niej kartka.  „Widziałam jak słodko śpisz, nie chciałam cię budzić     Mama”   Jakie słodkie. Wsiadłam do samochodu i szybko znalazłam się na placu szkolnym. Dzieciaki nawet nie zwracały uwagi na limuzynę bo tutaj większość to gwiazdy i takimi jeżdżą na co dzień. Powoli weszłam do szkoły i ujrzałam zdenerwowaną Tine.
- Co jest? – Spytałam
- Nie mogę powiedzieć. – Powiedziała, ale trochę się wahała
- Nawet mi? – przekonuje ją tą moją manipulacją.
- No dobra! Cody mnie wczoraj pocałował i mnie na bal nie zaprosił!
- A zauważyłaś że go jeszcze w szkole nie ma, a nie zaprasza się przez sms-a?
- No tak, masz rację. – I Tina poszła w swoją stronę już bardziej pewna siebie.
     Nigdzie nie widzę Anny ani Cody’ego. Zadzwonił dzwonek. Miałam racje, Anny nie ma w szkole. Minęło około 5 min lekcji i zdyszana Anna wparowała z Codym do klasy. Anna usiadła obok mnie a Cody obok Tiny. Musiałam się dowiedzieć co się stało i dowiedziałam się o pocałunku. Jasne. Na przerwie zaczął dzwonić do mnie Mike. Poszłam do toalety. Zaprosił mnie na bal. Ale miło. Pamięta o mnie.

*Tina*
       Wróciłam zmęczona, podjadana, i jakaś inna. Wracałam długo bo mam trochę daleko. Weszłam do kuchni i zapaliłam światło. Delikatnie otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej jogurt truskawkowy. Po cichu weszłam po schodach i znalazłam się w swoim pokoju. Zjadłam jogurt a opakowanie zostawiłam na biurku. Oczywiście jak to ja musiałam przewrócić ten kubek. Popatrzyłam się na swój telefon 23.23 a więc ktoś mnie kocha. Cody. Nie zdążyłam długo się tym nacieszyć bo zadzwoniła Claudia. Dowiedziałam się że będzie bal. Już od razu napaliłam się na zaproszenie od Cody’ego po czym rzuciłam się na łóżku i zadzwoniłam do Anny która może nic nie wiedzieć. Nawet nie zaczęłyśmy rozmowy bo cos przerwało. Ciekawe co. Zadzwoniłam jeszcze raz, ale telefon był wyłączony. Poddałam się i usnęłam.
     Rano wstałam, najpierw wyrzuciłam ten kubeczek po czym z lodówki wyjęłam drugi tym razem brzoskwiniowy. Po zjedzeniu umyłam łyżeczkę a kubek wyrzuciłam. W łazience umyłam ząbki i wzięłam prysznic. Dopiero 6.00 wiec mam dużo czasu. Wyschły mi włosy ale zanim to spakowałam się i zrobiłam Make- up który musi kusić Cody’ego.
    W szkole nigdzie nie widziałam Cody’ego i strasznie się zamartwiałam. Ale usłyszałam przyjazny głos.
- Co jest? – Zapytała się Claudia.
- Nie mogę powiedzieć – Ale jak bardzo chcę.
- Nawet mi?
- No dobra! Cody mnie wczoraj pocałował i na bal nie zaprosił – Uległam i powiedziałam.
- A zauważyłaś że go jeszcze w szkole nie ma, a nie zaprasza się przez sms-a?
- No tak, masz rację. –  I poszłam tam gdzie mnie poniosło, czyli nigdzie.
       Zadzwonił dzwonek a ja i Claudia siedzimy same. Co się dzieje, już zła jestem. I nagle wparował Cody i chyba Anna, nie wiem, skupiłam się na jego pięknych oczach.
Cody pierwsze co zrobił wyjaśnił mi wszystko ze to nie to na co wygląda. Uwierzyłam mu bo on by mnie na pewno nie okłamał. Jak zwykle przetrąciliśmy całą lekcje na rozmowy i śmianie się. Strasznie szybko zadzwonił dzwonek na przerwę i wyszłam z klasy. Obok mnie nie było Cody’ego. Podbiegłam do Anny która też tam stała sama.
- Wiesz co! – Krzyknęłam i się oplułam trochę.
- Co? – Zapytała
- Cody mnie jeszcze nie zaprosił. – Powiedziałam ze smutną miną
- Wiem o pocałunku, zaproś go. – Powiedziała trochę szybko
- Okej! – I odeszłam.
      Poszłam w stronę Cody’ego który oparty o parapet obserwował niebo. Niebo miało piękny kolor, takie bezchmurne, jak jego oczy. Podeszłam i powiedziałam.
- Cody, pamiętasz jak mnie pocałowałeś?
- Tak – Odpowiedział a na jego twarzy pojawił się mały rumieniec.
- No właśnie, martwię się? – Powiedziała i głośno przełknęłam ślinę.
- Czym się martwisz, powiedz. – Powiedział i patrzył mi się głęboko w oczy.
- No bo nie zaprosiłeś mnie na bal. Wiec ja to zrobię. Pójdziemy razem na ten bal?
______________________________________

I macie rozdzialik ;D Następny będzie
może nawet dzisiaj, albo jutro. Mam
straszna wenę. I proszę. Komętujcie!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ratujemy zwierzaki, Co?

środa, 11 stycznia 2012 16:13

*Anna*

    Po matmie Ina poprosiłam mnie żebym poczekała z nią na Cody’ego oczywiście. Mówiła mi już 50 razy że prawie ją pocałował, ah ta love. Czekałyśmy na niego dobrą chwilę gdzieś około 10 minut ale Cody się nie zjawił.
- Może już poszedł do domu ? – Powiedziałam i czułam nadzieje
- Hm, sama nie wiem. Tak mi zależy na tym pocałunku. – Powiedziała i opuściła głowę w dół.
- Nie smutaj, jutro wyskoczymy na lody – Powiedziałam a na jej twarzy pojawił się jej chytry uśmieszek
- No zgoda, niech ci będzie.
    Wróciłam do domu w wielkim szoku, z wiadomością, nie jestem jedyną która posiada moc. Weszłam do mojego pokoju i usiadłam na oknie. Nie działo się nic specjalnego więc spojrzałam na swoje skarpetki. Kurde! Ale ze mnie gapa! Założyłam dwie inne skarpetki. Z lekkim uśmieszkiem udałam się w stronę szuflady z której wyjęłam dwie ( na pewno ) takie same skarpetki i włożyłam je na swoje stopy. Jestem dzisiaj jakaś zmulona, może dlatego ze nie ma Claudii, jakoś nie mam ochoty na nic, aha, i jeszcze to nieszczęsne schronisko.
    Zadzwoniłam do Tiny, nie była zaskoczona bo właśnie miała zadzwonić. Omówiłyśmy tez szczegóły planu. Na biurku leżała moja stara kartkówka z tamtego roku, trzymam ją chyba dlatego ze to jedyna kartkówka z jakiej dostałam A z Fizyki. Kartka ta robiła straszny bałagan więc ją uprzątałam, po czym usiadłam na moim obrotowym krześle.  Wzięłam mój telefon do reki i puściłam piosenkę Cody’ego Gitar cry przy której zaczęłam śpiewać, a raczej strasznie wyć, i skakać jak ostatnia idiotka. Piosenka się skończyła i klułam na zegarek. Dopiero 18.00 mam jeszcze dużo czasu. Zeszła na dół i zobaczyłam co na kolację. Naleśniki. Pycha! Wzięłam sobie na talerz 2 i zrobiłam zabawne zawijasy. Naleśniki mogłabym jeść ciągle. Zjadłam 6 i ociężała poszłam do pokoju. Jest dopiero 18. 30, no trudno, poczytam książkę.
     O 21.00 Zadzwoniła Tina i Wyszłam z domu w jej stronę. Szłyśmy trochę powoli żeby ustalić szczegóły do końca i na tyle szybko żeby być tam szybko. Tina nie wiem czemu zaczęła się cieszyć i unosić do góry. A wszystko jasne! Wywieszony plakat z Codym z informacja o koncercie. Uspokoiłam ja i przemknęłyśmy się szybko przez ogrodzenie które dla nas nie było problemem. Z oddali widziałyśmy pierwsze pootwierane klatki i postać. To była Claudia. Na jednej Kłódce była strasznie skoncentrowana a wtedy my stanęłyśmy za nią. Po chwili kłódka odskoczyła.
- Claudia! Dlaczego nie powiedziałaś mi ze masz moc!
- No, e, wiesz, taki strach. – Kiedy to mówiła prawie płakała w końcu ja wyrwałam
- Claudia wariacie! My też mamy moce!
- Wy też?
- Tak – Powiedziałyśmy równocześnie z Tiną po czym cicho się zaśmiałyśmy ponieważ pamiętamy o powadze tego zadania.
   Dzięki mocą Claudii sprawniej poszło nam otwieranie i po jakiejś pół godziny wszystkie zwierzaki były wole, mamy jeszcze jeden problem. Wypuścić je z terenu schroniska. I Wtedy mnie oświeciło. Wzięłam Wsadziłam Tinie na ręce dwa bezbronne szczeniacki i zerwałam ten plakat Cody’ego pokazując jej. Jej emocje były takie wielkie ze poleciała wysoko w góre i wylądowała po drugiej stronie. Oba pieski uciekły teraz reszta. PO naprawdę długim czasie około 23.00 mogłyśmy wrócić do domu.
*Claudia *

Jak tylko wypuścili mnie ze szpitala udałam się w stronę domu spacerując. Myślałam ciągle o tym co stało się tam na Sali i myślałam czy to czasem nie był sen. W domu weszłam do pokoju, lekko trzęsłam drzwiami i zsunęłam się po nich powoli. W podskokach podeszłam do łóżka na które się rzuciłam. Zakończyło się to nieciekawie ponieważ te sprężyste materace wybiły mnie do góry i upadłam na podłogę z hukiem. Od razu wybuchłam śmiechem bo chyba nic mi nie zepsuje mojego zarąbistego humoru. Wstałam otrzepałam się i nucąc Cody’ ego Not just you ruszyłam w stronę mojej garderoby . W garderobie mam miliony ciuchów ale teraz w oczy mi się rzucił prześliczny różowy dresik z srebrną kokardką na plecach. Założyłam go na siebie i po schodach zbiegłam na dół. Moja mama wreszcie wróciła z Planu ale i tak gadała przez telefon ze swoim menagerem. Usłyszałam wszystko o czym mówili ale najgorsze było :
- To jak Jessie? Chcesz by twoja córka wystąpiła w filmie?
- No jasne że chcę.
- A ona tego chce?
- Tak, jasne marzy o tym.
- No to świetnie, za dwa tygodnie przyjedź odebrać scenariusz a za 2 miesiące ruszają prace na planie.
    Szybkim tempem wyszłam a raczej wybiegłam z domu trzaskając przy tym drzwiami. Próbowałam iść spokojnie ale matka chce zrobić ze mnie pustą nadętą laskę taka jaką stała się sama. Szlam alejka a moje myśli zakłócał krzyk dzieci bawiących się tam jak zwykle. O 18.45 wróciłam do domu i nastawiłam budzik na 21.00 żeby pamiętać. Przez ten czas nudziło mi się i wydurniałam się trochę. Wybiła 21.00 i ruszyłam szybko, pewna siebie i twarda. Kłódki do tych klatek bardzo łatwo się otwierało zwłaszcza jak ma się moc. Jedna się trochę zacięła więc kosztowało mnie trochę skupienia ja otworzyć ale miałam uczucie że ktoś za mną stoi. Udało mi się a tu nagle usłyszałam znajomy głos. To była Anna, zdemaskowałam mnie… Ale co ona tu robi. Tak czy tak wyjawiłyśmy sobie o naszych mocach i wspólnie uratowałyśmy wszystkie zwierzaki.

* Tina *


Anna była taka miła i poczeka ze mną na Cody’ego z którym musimy cos dokończyć. Z każdą chwilą w której nie było Cody’ego byłam coraz bardziej niecierpliwa. Czekałyśmy około 10 minut, w końcu wszyscy poszli. Anna powiedziała mi ze następnym razem na pewno nam się uda. Szłam sama, trochę zamartwiona i wpadłam na jakieś drzewo. Za sobą usłyszałam tylko jakieś śmiechy i obróciłam się gwałtownie chcąc zwrócić temu komuś uwagę, ale to był Cody. Podeszłam do niego
- Z czego się śmiejesz. – Powiedziałam sama się śmiejąc
- Niezdara z ciebie – Powiedział i wtedy utonęłam w jego oczach.
 Patrzyłam się mu głęboko w oczy a on mi, czułam magię tej chwili. Nasze usta zaczęły się zbliżać i już nikt, ani nic nie zatrzyma tego co się stanie. I właśnie wtedy nasze usta się zetknęły i od razu zamieniły się w namiętny pocałunek. Jego usta wpiły się w moje a ja już nie chciałam stamtąd iść. Po jakiej chwili ogarnęłam się i odsunęłam się powoli, Cody mi pozwolił.
- Tina, pamiętaj, nikomu masz nie mówić- Powiedział a w tym kryła się tajemnica.
- Dobrze- Odrzekłam i odeszłam jak zaczarowana.
Nie poszłam do swojego pokoju, nie miałam ochoty. Poszłam do kuchni i wzięłam nałożyłam sobie zupy którą mama ugotowała wcześniej i ja zjadłam. Najedzona poszłam do swojego pokoju i podeszłam do jednego z plakatów Cody’ego i powiedziałam
- Jeszcze tydzień temu byłam zwykłą dziewczyna mieszkającą w Polsce a dzisiaj posiadam magiczną moc i pocałowałeś mnie kotek.
Powiedziałam to, zaczęłam cieszyć się jak idiotka aż ryłam w sufit za pomocą lewitacji, rzuciłam ciche ,, Kurwa” I zeszłam na ziemię. Chciałam zadzwonić do Anny która właśnie zadzwoniłam do mnie. Zaczęłyśmy gadać o naszym planie , a mnie kilka razy korciło by powiedzieć o pocałunku, niestety obiecałam Cody’emu i nic nie powiem.
Gdzieś o osiemnastej włączyłam sobie fajny film ,, Angus, springi i przytulanki”
Film skończył się o 19.30 i aż do 20. 57 myślałam o nim. Ocknęłam się gdy spojrzałam na zegarek i od razu wzięłam się za dzwonienie do Anny. Anna wyszła w moją stronę, a ja w jej i gdy się spotkałyśmy pobiegłyśmy na skróty przez park. Koło schroniska zobaczyłam plakat Cody’ego który wywołał we mnie taka radość aż zaczęłam lewitować. Anna mnie uspokoiła i przypomniała po co tu jesteśmy. Gdy szłyśmy w stronę zwierząt niektóre klatki były już pootwierane i była tam Claudia we własnej osobie. Oczywiście potem jak ja nastraszyłyśmy wyśpiewała nam wszystko i cała nasza trójka wzięła się za ratowanie.
Utarowałysmy wszystkie psy koty i co jeszcze tam było po czym udałyśmy się do domu. Mam dziwne wrażenie że ktoś nas obserwuje.

__________________________________________

Ps. Wszyscy życzmy dzisiaj Cody'emu 100

lat z Okazji jego 15 urodzin. Dzisiaj

dodałam a miał byc za tydzień. Jakie wy

macie szczęście fani xD


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Plan schronisko, Plan Kiss

wtorek, 10 stycznia 2012 21:32

*Anna*
O nie! już drugi dzień szkoły. Ekstra. O jeszcze lepsza wiadomość! Dzisiaj pierwszy w-f. Dobra. Pierwsza lekcja, wypadało by ćwiczyć a nie w pierwszy dzień sie obijać. Pomyślałam że nie będę się skupiała na życiu Tiny i skupie się na własnym. Czyli jako pietnastolatka muszę podjąć kilka ważnych decyzji, w końcu jestem prawie dorosła. Spakowałam swoja różową torebkę i zaplanowałam szybki zbieg po schodach. Nie udało mi się to do końca, bo na jednym z ostatnich schodów poślizgnełam się. Upadłam na podłogę i lądując na brzuchu obróciłam głowę w tył. Przyczyna upadku była brudna koszulka mojego brata Jackoba, i wszystko jasne.
- Jackob! - Wydarłam sie na cały głos a mój braciszek delikatnie wychylił głowę zza ściany kuchni.
- Czego ? - Zapytał niepewnie, troche z przerażeniem po czym schował głowę.
Wstałam z ziemi, otrzepałam koszulkę i ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Wyszłam z domu wkładając schuchawki do uszu a kiedy chciałam puścić piosenkę Cody’ego All day ( Taki nawyk) i wpadłam na... No nie zgadniecie kogo, pana Cody'ego. Po drodze nawijaliśmy o Tinie. Ile ten chłopak powiedział o niej miłych słów. Słodko, aż mi się rzygać zachciało.
      Doszłam do szkoły i poszłam przebrać sie do szatni. Tina weszła kilka sekund po mnie i wyglądała jakby paliła wcześniej zioło. Juz wiem co jest grane, a raczej kogo widziała. Na wf robiliśmy jakieś ćwiczenia biegaliśmy od ściany do ściany coś 30 razy, ale nas koleś męczy. Drugą mam geografie. Usiadłam z Claudia i plotkowałyśmy. Pani ,przepraszam Lizy zapytała mnie o coś, nawet nie wiem co i wtedy to sie stało. Claudia zemdlała. Jak to... No wiem że mam sensacje, ale Claudia... Na trzeciej lekcji miałam angielski. Mamy nową panią. Zrobimy jej nieprzyjemne powitanie. Wzięłam jej torebkę i włożyłam jej tam kilka żab z Sali biologicznej, usłyszałam zbliżające się kroki i od razu się zestresowałam co pozwoliło mi zniknąć. Cody z Greysonem też się postarali albowiem zabrali jej dokumenty i napisali kartkę, całej akcji przyglądała się Tina którą Cody przytulił i wyszli tak z klasy. To ona tak szybko SA już razem? Jej, ale fajnie! Na lekcji jej pogratuluje. Martyna z Leną przykleiły jej do pleców podpaskę porysowaną czerwoną szminką. Na lekcji usiadłam z Tiną, oczywiście miałyśmy dużo zabawy patrząc się na nauczycielkę, i spytałam jej o co chodzi z Codym, czy wg zdradzi.
- Wiem ze głupie pytanie ale… Y, jesteś już z Cody’m
- Nie, a co? – Spytała
- Jak wyszliście razem z klasy, w obięciach, tak to wyglądało
- To on mnie Obią?
- Tak.
Tina nic się już nie odezwała tylko się uśmiechnęła i skupiła się na lapmie z której poleciały iskry.  Chciała uciec lecz ja złapałam ja za rękę, a w klasie zostałyśmy same.
- Tina, ja wiem że to twoja sprawka.
- Co że co? – Widać ze kłamała.
- Popatrz się. – I czułam stres więc zniknęłam
- No dobra – I cała w skowronkach zaczęła lewitować
- Słyszałaś że chcą zamknąc schronisko? Ja na to nie pozwolę. Mam plan…
* Claudia *
- Jestem zszokowana ta całą akcją z Mikiem. Na geografii byłam już taka wystraszona, aż udawałam omdlenie bo nie mogła już tego znieść. W końcu przyda mi się trochę sprzętu na wieczór, na 21.00. W szpitalu zadali mi puls i kazali zostać do 16.00 i będzie dobrze. Moja matka nie miała nawet trochę czasu by zobaczyć mój stan zdrowia. Przecież film jest ważniejszy ode mnie. W szpitalu na szafce leżały rózne igły itp. Kilka strzykawek schowałam do torebki i jeszcze wziełam kilka innych ciekawych przedmiotów. Dostałam sms-a od Anny jak tam mój stan zdrowia i o akcji w szkole z nowa nauczycielką, i o naszych gołąbkach. Nie miałam ochoty odpisywać. Pomyślałam że się przejde. Szłam korytarzem i usłyszałam jakieś kroki po których schowałam się do pierwszego lepszego pokoju a tam był… Mike.Był przytomny i przyglądał mi się jak by nie mógł Wierzyc własnym oczom, po chwili niepewnie zapytał
- Claudia?
- Tak to ja.. – Powiedziałam i podeszłam bliżej
- Pamiętasz co się wtedy stało, ja tylko tyle że cię kocham.
I wtedy mnie zamurowało, ale ocknęłam się bo słyszałam rozmowy pielęgniarek, nie wiedziałam co robić a ten kazał mi wejść pod kołdrę. Pielęgniarka zadała mu kilka pytań a ja się wynurzyłam. Wstałam a Mike zrobił to samo. Stanął naprzeciwko mnie i tak naglę w jakimś momęcie nie pamiętałam o boskim świecie. Liczyłam się tylko ja Mike i ta chwila. Nie potrwało to długo bo oburzona pielęgniarka wzbiła mnie za szmaty i wyprawiła kazanie że on jest w ciężkim stanie i że nie można go denerwować. Oj tam, oj tam, i tak było warto.
    PO długich chwilach wybiła ta wymarzona 16 godzina a ja wróciłam do domu obmyślając do końca mój plan który odbędzie się o 21.00…
*Tina *
Jej, te poranne podniecenie. Przecież widziałam go, co już coś. Na w-f biegaliśmy od ściany do ściany a ja w pewnym momencie wpadłam na Codyego a oboje runęliśmy na ziemie. Płacz? Nie oboje śmialiśmy się głośno. On zaczął a jego śmiech jest zaraźliwy. Siedzieliśmy tan chwile ale w końcu trener kazał nam robić pompki za karę, nie przeszkodziło nam to w dobrej zabawie. Na drugiej lekcji geografii taka Claudia zemdlała. Pani zadała Anie wtedy pytanie, a ta, no po prostu padła. Szkoda mi jej. Potem dowiedziałam jakie tutaj są chamskie dzieciaki! Kiedy dochodzi nowy nauczyciel uprzykrzają mu życie. Doszła nowa baba od anglika. Wszyscy się na niej wyżywali. Biedaczka. Cody, który mi się podoba, nie ukryje, nie mogę wywinął jej śmieszny numer. Zabrał jej papiery i żąda on niej stanika i 20 dolarów a jej odda. Haha, uśmiałam się. Ja usiadłam z Anną i rozmawiałyśmy o stanie zdrowia Claudii. Anna napisała do niej sms-a ale nie utrzymała odpowiedzi.
    Po skończonej rozmowie strzeliłam sobie piorunem w lampę z której poleciały iskry. Cała klasa uciekła z wyjątkiem Anny, ja też chciałam ale ta mnie powstrzymała. Odkryła moje moce bo nie potrafię kłamać, mówi się trudno. Rozmawiałyśmy o tym jak chcą okrutnie potraktować zwierzaki ze schroniska i ustaliłyśmy że je uratujemy za pomocą naszych mocy. Umówiłyśmy się na dzisiaj na godzinę 21.00 . Z Anną odkryłyśmy też że jak ona trzyma mnie za ręke tez mogę być niewidzialna, wiec najpierw za pomocą niewidzialności przemkniemy się za ogrodzenie, potem za pomocą moich błyskawic rozwalimy klatki a potem będziemy za pomocą lewitacji wynosić wszystkie zwierzaki po koleji… Ostatnią lekcją była matematyka. Usiadłam z Codym zostawaijac Annę sama i utonęłam w jego oczach. Nasze usta były coraz bliżej aż tu Cody przyszył mi palec do ust i powiedział nie tutaj przy czym się uśmiechnął… Czyli jednak mam u niego dużą szansę!  Może pocałuje mnie po lekcji…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ogłoszenie

poniedziałek, 26 grudnia 2011 19:53

*Anna*

Poznałam  bardzo fajną dziewczynę – Tinę. Miła, spontaniczna dziewczyna jak się dowiedziałam. Spodobał jej się Cody, od razu widać. Widziałam jak na zajęciach spoglądała w jego stronę i przygryzała wargę. Z drugiej strony Benny przyglądał jej się z uwagą. Widziałam! Próbował się popatrzeć jej w oczy na lekcji. Haha! I te rozmyślania przerwał mi dzwonek na drugą lekcje. Biologia. Chciałam usiąść obok Claudii. Nieudało mi się, nauczyciel, pan Mercer skarcił mnie wzrokiem, a potem wskazał ławkę z Cody’m. Dobra, przynajmniej nie będę się nudzić. Tina usiadła z Claudią, Greyson z Bennym, Bella z Alice, Martyna z Leną obok Greyson I Bennego. Ah, tak, zapomniałam, Lena i Greyson, love forever, żałosne.

    Koleś zaczął tłumaczyć nam o ocenach i innych pierdołach aż tu Cody szturchnął mnie w ramię

- Chce ci się go słuchać? – Powiedział i uśmiechnął się słodko.

- Nie, jak on przynudza.. – powiedziałam zaspana

- A dało by się go wyłączyć/ - Zapytał Cody po czym zaczęliśmy śmiać się na cały głos

- Panie Simpson, panno Olsen, co was tak bawi? – Zapytał z lekka podenerwowany nauczyciel

- Y, bo my, bo ja… E, miałem w plecaku… E,e, zgniłą kanapkę! – Ledwie ale powiedział to Cody.

- Panie Simpson, proszę natychmiast to usunąć albo wezwiemy sanepid!- Zapomniałam chyba wspomnieć że nauczyciel jest przewrażliwiony na punkcie zarazek.

- Już się robi!- Powiedział żołniersko i wyciągnął z plecaka kanapkę z którą skierował się w stronę kosza.

- Ale nie było żadnej zgniłej kanapki!- Szeptam trochę z oburzeniem mu do ucha.

-No tak, noszę sobie kanapki bo tego co podają na stołówce nie mam zamiaru jeść!

- Aha, i masz zamiar dzisiaj chodzić głodny? – Spytałam

- Tak!- odpowiedział dumnie!

   Lekcja minęła dosyć szybko przez to że cody ciągle mnie rozbawiał. Nie znałam go od tej strony! Zawsze był spokojny, opanowany skupiony, co prawda często się śmiał ale był przy tym bardziej poważny! Nie no, teraz jest jakiś fajniejszy. Dogaduję z nim się świetnie, chyba jak każda dziewczyna w tej szkole. I ja to czuje, on jest stworzony dla Tiny. Z tego co słyszałam mocno między nimi rano iskrzyło! Na przerwie Tina usiadła obok Cody’ego.

Tina jadła ciastko a ten odłamał jej kawałek od tyłu, ta mu roztrzepała włosy. Jakie gołąbeczki. Słodko im razem, jej. Nie mogłam dłużej postać i pownioskować jak to oni razem słodko wyglądają i że niedługo coś z tego będzie, bo podeszła do mnie Lena z Martyną i zaczęły nawijkę.

- Jakież to żałosne. – Powiedziała Martyna ( Czajnis )

- Niby co? – Spytałam, zazwyczaj wiem o co im biega

- To, że zakochałaś się w Codym! – Powiedziała stanowczo

- Ja/ Dziewczyno ogar! Lubię go, jest świetnym przyjacielem ale to gwiazda, nigdy nie upadnę do tak niskiego poziomu. No wiecie, żeby chodzić z gwiazdą! – Wykrzyczałam to prawie a Martyna odeszła, Lena jednak została

- Ja już z nią nie wytrzymam, zachowuje się żałośnie. – Powiedziała Lena i popatrzyła się w stronę czajnis

- Współczuję ci. – I odeszłam

    Usiadłam na ławce, zdążyłam zobaczyć co mamy następne, zajrzałam do książki i zadzwonił dzwonek. Weszłam spokojnie do klasy i usiadłam z Claudią. Tina ma szczęście, usiadła z Codym. Zanim jednak do klasy wszedł nauczyciel Lena lizała się z Bennym pod klasą. Szczęścia! Krzyknęłam, a wszyscy popatrzyli się na mnie jak na wariatkę z wyjątkiem Claudii która szukała czegoś w torbie. Lena i Benny przestali się lizać i Benny złapał Lenę w tali i szeptał jej do ucha słodkie słówka. Tu wparował nauczyciel i kazał zakochanym iść do dyra bo w szkole nie można okazywać uczuć. Potem kazał nam iść na salę gimnastyczną, mamy mieć apel.

    Z Claudią, Tiną, Leną, Codym i Greyson’em usiedliśmy w ostatniej ławce. Przed nami siedział Mike, Zendaya, Victoria, Chelsea i Oliver. Claudia przez chwilę narzekała mi czy zmienimy miejsce ale nie uległam. Claudia błagała zbyt głośno bo usłyszał ja Mike. Muszę przyznać, słuchałam na apelu. Gorzej z Claudia i Tiną. Pani pedagog na sam koniec dodała:

- Jeżeli jeszcze będziecie chcieli zaadoptować pieska lub kotka to ostatnia szansa, za 3 tygodnie zamykają schronisko a zwierzątka przerabiają na paszteciki i karmę dla innych zwierząt. Widziałam tylko jak Claudia i Tina Popatrzyły się na siebie jak wryte.

     PO szkole wracałam sama ponieważ Claudia zainteresowała się kółkami pozalekcyjnymi i chciała popytać się o szczegóły. W domu położyłam się na kanapie i leniwie rozciągnęłam. Wzięłam swojego laptopa. Na tapecie miałam ustawionego pieska. I nagle przypomniało mi się o schronisku. Zaczęłam krążyć po pokoju i drapać się po głowie. Co chwila myślałam żeby użyć mocy i uratować zwierzaki, ale co by było gdyby mnie złapali? A gdyby jeszcze wyczaili moją moc? Pokroili by mnie na kawałeczki i wrzucili do słoika! Poddali by mnie pewnie jakimś badaną, moi rodzice poszli by do więzienia! Nie, ja nie wiem czy to zrobię.

 

 

*Claudia*

Czyli siedzenie z Anną na biologii nie powiodło się! Koleś już nas za dobrze zna. Wie żeby lepiej nas razem nie sadzać bo lekcje rozwalimy. Czyli Anna poszła siedzieć do Cody’ego. Do mnie usiadła Tina. Tak na serio jest fajna, ale trochę denerwuje. Ciągle gada o Codym *to chyba Tina ma po mnie xD ( przyp od autora)* podnieca się tym że z nią gada, i przy każdym ich spotkanym spojrzeniu ona czuje iskry. Mówi że to najfajniejszy chłopak jakiego zna, i że kiedyś będą razem. Na biologii jeszcze opowiedziała mi o tym co stało się rano. Nieźle. On jeszcze z żadną tak nie gadał. Proste i Logiczne : Zakochał Się!. Pan Simpson się zakochał. No proszę, proszę, nasza gwiazda ma laskę na oku. Czyli tak, mam zadanie, swatać ich. To nie będzie takie trudne. Czyli cały plan na historii przekaże Annę która na pewno cos wymyśli. W końcu! Na historii siedzimy razem. Ta, jakiej historii, mamy jakiś durny apel. Dobra. Usiadłam na samym końcu. O nie! Przede mną siedzi Mike! O nie! Błagałam Annę żebyśmy poszły daleko stąd, ale ta się uparła. Ale to nie najgorsze. Usłyszał mnie Mike! Ekstra, cały apel zmarnowany. Ale jedyne co usłyszałam to że chcą zabić wszystkie zwierzaki ze schroniska i dowiedziałam się też że dlatego że nie mają kasy na utrzymanie. Mogę dać, dla mnie nie problem. Szkoda że nie przyjmą.

    Nie wracam dzisiaj z Anną bo zainteresowały mnie różne kółka Np.: Teatralne. Nie zapisałam się. Strasznie dużo głupich osób chce tak chodzić Np. Bella Thorne. A więc, sorry, nara.

    Wracam do domu alejkami na skróty. Teraz będę szła obok starych kamieniczek, pooglądam, popodziwiam widoki. Szłam, szłam powoli. Podziwiałam ten cud architektury i tu z tąd ni z owąd pojawił się Mike. Za plecami w dłońmi miał róże, i nawet ubrał się tak jakoś. Zbliżył się do mnie. Zrobiłam mały krok do tyłu.

- Claudia, nie zrobię ci krzywdy. – Powiedział i wziął mnie za dłoń.

- Przecież wiem. – Powiedziałam i poczułam ciepło, ale takie wyjątkowe.

- To dlaczego mnie ciągle unikasz, spławiasz, ignorujesz? – Zapytał spokojnie trzymając moją dłoń jeszcze mocniej, ale tak jakoś z wyczuciem.

- Bo po zerwaniu. – Przerwałam

- Co, mi możesz powiedzieć. – Powiedział czule.

- Na twój widok czuję ból. To takie trudne. – Powiedziałam a samotna łza spłynęła mi po policzku.

- Rozumiem cię, to że z tobą zerwałem było największym błędem w moim życiu, bardzo tego żałuję, a kiedy ty mnie tak spławiasz czuje tylko jak by ktoś wyrywał mi serce. – Mówiąc to starł łzę z mojego policzka.

- Czuję się podobnie na twój widok- Tylko teraz opuściłam głowę i odwróciłam bardziej na bok.

- Chciał bym to naprawić.

- Naprawdę? – Powiedziałam z nadzieją i popatrzyłam się w jego czekoladowe oczy. Skupiłam się tylko na nich i nawet nie wiedziałam że ujawnia się moja moc. Była zbyt skupiona, a deska z starego parapetu spadła Mike’ owi prosto na głowę przy czym upadł na ziemię i zaczął krwawić. Nie był przytomny więc zadzwoniłam po karetkę. Karetka przyjechała po chwili a ja uciekłam do domu. Wzięłam jedną z tysięcy moich różowych poduszek i ryczałam w nią jak dziecko. Dostałam sms-a od Anny przypominającego o schronisku. Myślę że mogła bym coś zrobić, w końcu od czego ma się moce…

 

 

*Tina*

 

Czyli tak, na biologii nie mam szans usiąść z Codym ale usiadłam z bardzo fajną Claudią. Gadałyśmy cały czas o nim. On jest bardzo zabawny. Dzisiaj całą lekcje śmiał się nawet nie wiem z czego. Wymyślił żart ze zgniłą kanapką, nie mogłam ze śmiechu! Biologia była udana. Na przerwie i tak było jeszcze lepiej. Wszystkie ławki na korytarzu były zajęte, ale jakimś cudem miejsce obok Cody’ego było wolne. Usiadłam, co mi tam. Wyciągnęłam z Torebki ciastko i w Momocie kiedy je jadłam Cody oderwał sobie kawałek przy czym ubrudził mnie kremem. Roztrzepałam mu te jego idealnie ułożone włoski i już nie wytrzymywaliśmy ze śmiechu. Jeżeli istnieje coś takiego jak pogotowie śmiechowe niech już tutaj jadą. Cody zjadł ten kawałek ciastka i powiedział

- Następnym razem to ja się podzielę.

- Aha, a czym zgniłą kanapką. – Powiedziałam z uśmieszkiem

- Tak kanapka nie była zgniła! – Krzyknął

- To dlaczego ją wyrzuciłeś? Co panie gwiazda?

- Bo musiałem mieć wymówkę! I nie nazywaj mnie pan gwiazda! – Powiedział z udawanym bulwersem.

Zadzwonił dzwonek. Usiadłam obok niego na historii! Udało mi się! Ale zobaczyłam cos takiego, chciałabym tak teraz tylko że z Codym. Jakaś dziewczyna całowała się czule z chłopakiem. Wyglądali tak słodko. Trzeba najpierw zasłużyć pomyślałam a wtedy wpadł nauczyciel i wysłał ich do dyrektora. Teraz mamy apel i wyprowadził mnie i całą klasę na salę gimnastyczną. Apel dla mnie nie był taki długi. Z Codym świetnie się bawiłam, nawet mam jego numer telefonu! A! Szok! Jednak pod koniec apelu coś zszokowało mnie jeszcze bardziej. Chcą zamknąć jakieś schronisko a wszystkie zwierzęta z niego zabić. To straszne.

    Wracałam do domu i puściłam sobie na full Ay- na- na Cody’ego Simpsona i śpiewałam, tańczyłam i zachowywałam się jak debilka, żeby tylko nikt nie widział. Przed domem wyłączyłam. Wparowałam do mojego pokoju i wzięłam moją starą gitarę do rąk i zaczęłam coś brzdąkać bo o graniu zielonego nie mam.  Odłożyłam gitarę bo doszłam do wniosku że trzeba pomóc tym zwierzakom. Ja bym tak nie potrafiła. Co one są winne. Gdyby przynajmniej do innego schroniska je dali, ale nie. Trzeba je zabić…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nowa Uczennica * Tina*

niedziela, 25 grudnia 2011 12:18

Skup się, skup się! Musisz wyglądać! To pierwszy dzień nauki w nowej szkole! Skup się, no skup. Poczułam chwilowy spokój po czym moje lustro roztrzaskało się na kawałeczki! Ekstra! Coś czuję że dzisiaj będzie mój najgorszy dzień w życiu. I z mojej dłoni poleciały iskry. Że jak? Do tej pory mogłam tylko latać! To ile mam tych mocy/ już wiem, kiedy jestem zestresowana szczekam piorunami! Łał, to już nikt nie zrobi mi krzywdy! Mogę latać i strzelać piorunami! Yeah!  Trochę to jak wyciągnięte z jakiegoś komiksu, ale jednak to prawda, pójdę dzisiaj szybciej do szkoły. Może poznam kogoś fajnego.

     W szkole wszyscy mnie obczajali z góry na dół. Szłam ze wzrokiem spuszczonym na dół i nagle na kogoś wpadłam.

- Przepraszam cię. – Usłyszałam jakby znajomy glos. Uniosłam głowę, nie, nie to nie może być to, to, to, to CODY SIMPSON!

- O nie, to ja przepraszam. – Teraz to on podniósł głowę.

- Mysię chyba nie znamy. – Powiedział i się wyszczerzył. – Jestem Cody.

- A ja Tina. _ powiedziałam i pokazałam ząbki w uśmiechu. – Wiem kim jesteś, podoba mi się twoja piosenka.

- Alarm, mam kolejną psychofankę! – Powiedział i zaczął się śmiać.

- Jaką psycho! – I go popchałam.

Jak na złość zadzwonił dzwonek! Weszliśmy na lekcje i zanim jakaś dziewczyna zdążyła zamknąć drzwi wparowały jeszcze dwie a nauczycielka zmierzyła je wzrokiem. Obie wyglądały jak by miały zaraz wybuchnąć śmiechem. Nauczycielka, stara no niewiem, ale bardzo, wstając wywołała mnie

- A więc powitajcie dzisiaj nową uczennice, Tinę! –Powiedziała i usiadła łapiąc przy tym oddech - Tina, to nie wstydź się, i wyjdź na środek

- Czyli totalne upokorzenie się zaczęło-powiedziałam i troche chamsko się uśmiechnęłam patrząc się tym samym na nauczycielkę.- Jestem Tina Johns i będę najwyraźniej chodzić z wami do klasy.- Dodałam i usiadłam przed jakąś blondyną która od razu mnie zagadała

- Haha, byłaś niezła, ale lepiej nie podpadnij Dino

- Komu?- Zapytałam, kto to Dino!

- Nauczycielkę.

- Aha, ok. – Powiedziałam z tym samym uśmieszkiem co wcześniej.

Fajna ta dziewczyna, gadałyśmy z pół lekcji, wiem że ma na imię Anna a jej koleżanka Claudia. Pierwszy dzień w szkole udany. Teraz może być tylko lepiej. Jedno co zauważyłam cała moja klasa by tylko się śmiała, no były tam takie trzy plastiki których z pewnością nie polubię. Jedna to Bella Thorne, taak, takie coś niestety poznam, a dwa inne wyglądały jak japończyki.

______________________________________________

Dobra, teraz bedę dodawała, po jednym, ale dłuższym

rodziałe, i od jednej dziewczny.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Nowa uczennica *Claudia*

niedziela, 25 grudnia 2011 12:15

 

Dobrze jest. Hmm… Co by tu włożyć? Może tą koszulkę którą kupiłam sobie razem z Anną na wakacjach, byłyśmy w Paryżu! Było naprawdę fajnie. Aha, jeszcze Tylko spodnie. Hm.. Niech będą moje czarne marmurki! A więc tak, ciuchy są, make-up jest  jeszcze tylko spakuje torebkę, o mam nowinę dla Anny. Otóż jakaś laska Tina będzie chodziła do naszej szkoły.

    Wyszłam z domu i idąc zauważyłam Mika, Jezu! Jak mnie on denerwuje. To mój były, niestety. Udawałam że go nie widze a ten jeszcze specjalnie podszedł i powiedział :

- Hey lala! – Powiedział i uśmiechnął się chamsko

- Siemka Mike. Nie widzisz że próbuje cię ignorować? – Powiedziałam i spuściłam wzrok

- No to chyba ci przeszkadzam. – I wybuchnął śmiechem

Przyśpieszyłam kroku. Po jakiś pięciu minutach dał mi spokój widząc że nie zwracam na niego uwagi. Zapomniałam! Miałam iść do Anny i miałyśmy iść razem do szkoły. No nic. Przyda mi się trochę w-fu. I pobiegłam z całych sił do mojej przyjaciółki.

    Zapukałam i od razu wbiłam, a co się będę.

- Do naszej klasy dochodzi dzisiaj nowa! – Powiedziałam po czym złapałam oddech.

- Kłamiesz? A jak nie to co o niej wiesz? – Spytała się, z zaciekawionym wyrazem twarzy

- Wiem tyle że ma na imię Tina – Powiedziałam i wybuchłam śmiechem.

- Gadasz. –I Anna też dołączyła do tej śmiechawy.

   Idąc do szkoły opowiedziałam jej o tym jak Mike mnie wkurzał! Beznadziejny. W klasie pani * Dino* popatrzyła się na nas złowrogo. Usiadłam i omal nie zaczęłam się śmiać, Anna mnie powstrzymywała. Dino wstała i wywołała nową.

- A więc powitajcie dzisiaj nową uczennice, Tinę! –Orzekła nam i usiadła jakby miała się połamać- Tina, to nie wstydź się, i wyjdź na środek.

- Czyli totalne upokorzenie się zaczęło- Powiedziała z chamskim uśmieszkiem i popatrzyła się na Dino.- Jestem Tina Johns i będę najwyraźniej chodzić z wami do klasy. – dodała i usiadła przed Anną.

 Chyba z pół lekcji gadały razem. A może ta Tina jest spoko? Nie wiem.?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowa Uczennica *Anna*

niedziela, 25 grudnia 2011 12:14

 

Dobra, ogarnij się. Anna, wiem że potrafisz! Extra. Nowy rok szkolny się zaczął i nie mogę przestać panować nad moją mocą! Jestem strasznie podenerwowana bo ide dzisiaj z Claudią do szkoły! Chodzimy do prywatnej. Nie jest najgorzej, ale mamy kilka ,,Gwiazdek” w naszej klasie. A dokładnie to

Bella Thorne – Klasowy/Szkolny plastik, nie dogadasz się z nią jak z człowiekiem, ona zawsze uważa się za lepszą.

Cody Simpson – Miły, wyrozumiały, nie gwiazdorzy. Jest naprawdę fajny. Go lubię chyba nawet najbardziej z klasy, no oprócz Claudii. Z Codym jesteśmy przyjaciółmi.

Greyson Chance – Najlepszy przyjaciel Cody’ego. Są jak papużki nierozłączki i wszystko robią razem. Jest miły i uczciwy, ale czasami wykorzystuje to że jest znany.

Ta, reszta jest w starszej klasie np: chłopak panienki Thorne Garrett Backstrom i jej kumpela Zendaya Coleman tandeta.

     Już okej. Ogarnęłam to wszystko jakoś, ale nie czuje się najlepiej. Czuje coś, cos co na zawsze zmieni moje i nie tylko życie. Wzięłam niepewnie moją torebkę i sprawdziłam czy na pewno wziełam wszystko. Usłyszałam dzwonek do drzwi i… wparowałam Claudia.

- Do naszej klasy dochodzi dzisiaj nowa! – Powiedziała po czym złapała oddech.

- Kłamiesz? A jak nie to co o niej wiesz? – Spytałam się, to bardzo interesujące

- Wiem tyle że ma na imię Tina – Powiedziała i wybuchła śmiechem. To u niej norma.

- Gadasz. – I dołączyłam do tej śmiechawy

       OK. Czyli pierwszą mam GODZINE WYCHOWAWCZĄ? O nie! Będzie źle. Mamy straszna nauczycielkę. Wygląda ja dinozaur ( Dino) i ciągle tylko się na nas drze! Kiedy tylko weszłyśmy do klasy to zadzwonił dzwonek. Dino wzięła linijkę i pukała ja w blat. Popatrzyłam się na nią z przerażeniem ale także z miną WTF. Wstała i ogłosiła nowine!

- A więc powitajcie dzisiaj nową uczennice, Tinę! – Powiedziała i usiadła powrotem- Tina, to nie wstydź się, i wyjdź na środek.

- Czyli totalne upokorzenie się zaczęło- Powiedziała z chamskim uśmieszkiem i popatrzyła się na Dino.- Jestem Tina Johns i będę najwyraźniej chodzić z wami do klasy. – dodała i usiadła przede mną.

- Haha, byłaś niezła, ale lepiej nie podpadnij Dino

- Komu?

- Nauczycielkę.

- Aha, ok.. – Powiedziała z tym samym chytrym uśmieszkiem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Prolog *Tina*

piątek, 23 grudnia 2011 15:41

Jestem Tina, nowa w LA. Piekne miasto. Hm.. od stycznia mam 15 lat i troche doświadzczenia w życiu, ale wczoraj odczułam moc. byłam taka szcześliwa i zaczełam latać w powietrzu! Poważnie. Ja lewitowałam. Ale było dobrze. Zaczeło się około 13.00. To jest takie fajne uczuccie. jutro pierwszy dzień w szkole. Ciekawa jestem jak bedzie. hm... Moze poznam kogoś takiego jak ja... Moze nawet poznam go... No wiecie. Codyego Simpsona. Jestem jego fanką i było by ekstra! Wracając, nowa szkoła nowe życie. Ciekawe czy ktoś jeszcze posiada taką moc?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Prolog *Claudia*

piątek, 23 grudnia 2011 15:31

Tak! Za 3 tyg bede miała 15 lat ! Wee! Od dzisiaj od 12.00 mogę przenikać przez ściany i moja siła woli jest taka silna że potrafie otworzyć drzwi bez ich dotykania. Przenikam przez sniany kiedy jestem zdziwiona a żeby przenosić przedmoity to musze sie skupić.  Tak wg jestem Claudia Shey. Moja mama jest słynną aktorką. Nie mam rodzenstwa i sie ciesze. Bo po tym co moja najlepsza przyjaciółka- Anna- to bym mame za rodzeństwo zabiła! cZyli tak. Jestem ruda i mam kręcone włosy. Nie są długie, i nie chce żeby były. tak samo jak moja BFF nie nawidze szkolnych plastików. Jestem zwykłą nastolatką która ma moc. Chciała bym powiedzieć Annie ale ona uzna mnie za wariatke...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Prolog *Anna*

piątek, 23 grudnia 2011 15:22

Tak nareszcie! Wczoraj skończyłam 15 lat. Yeah! jednak że od wczoraj, od godziny 12.00 potrawie stawać się niewidzialna, i to kiedy chce! A skąd wiem? Stanełam przed lustrem i chciałam poprawic włosy... Wkurzyłam się bo jeden kosmyk ciągle sterczał i nagle... Zniknełam? Woow... ciekawe czy każdy tak ma zawsze kiedy skończy 15 lat? A tak wg jestem Anna. Mieszkam w LA i jestem blondynką... Taak bywaaa.. mam proste pocieniowane włosy do pasa i grzywkę na ukos. Dużo ludzi mi mówi że mam śliczne kocie oczy. Heh. Bywa. Raczej nie przepadają za mną w szkole bo nasza elita Martyna i Lena są wrednymi zołzami które na mnie tylko najeżdzają. Nie są napewno bardziej lubiane odemnie, ale potrafią manipulować ludźmi. Mam też siostre która jest dorosła - Olivia i brata Jackoba. Moją najlepszą BFF jest Claudia. Claudia jest córką słynnyej aktorki. Jest bardzo fajna. Nazywam ją głównie rudzielec. Ale dlaczego? Bo Claudia ma rude loki. jest na serio fajna i za 3 tygodnie to ona ma urodziny. Fajnie. Ale mam jeden problem. Powiedzieć jej o mojej mocy czy nie?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

piątek, 21 listopada 2014

Licznik odwiedzin:  1 103  

Dzień Szkolny

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Dziennik

O moim bloogu

Jestem Zuza. Jestem wielką fanką Cody'ego Simpsona lady gagi itp... Bloog jest pisany ze specjalną dedykacją dla specjalnej osoby.. ;) Jak coś pisać moge gg 38443082

Pkt magii






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 1103

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl